Słońce prawie znikło za horyzontem, ale
temperatura nadal sięgała powyżej trzydziestu stopni. Upalny koniec czerwca to
norma w Australii. Idąc szybkim krokiem przez zatłoczony peron ciągnęłam
za sobą ogromnych rozmiarów walizkę. Usiadłam zniesmaczona na brudnej ławce,
gdy w kieszeni moich czarnych spodenek rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Wyciągnęłam
urządzenie, a na ekranie ujrzałam połączenie przychodzące od babci. Już piąte w
ciągu godziny.
Czy ta kobieta da mi święty spokój?
Westchnęłam, a następnie niechętnie odebrałam. Po drugiej stronie telefonu
usłyszałam zatroskany głos babci.
- Naomi, skarbie, jesteś już na miejscu? Czy Isabell przyjechała
po ciebie?
- Kobieto spokojnie – zaczęłam – Przed chwilą wysiadłam z pociągu,
więc nie wiem czy Izzy…
Urwałam, gdy usłyszałam jak ktoś
wykrzykuje moje imię. Rozejrzałam się dookoła, aż w końcu mój wzrok spoczął na
niskiej i bladej dziewczynie przeciskającej się przez tłum. Poderwałam się z
miejsca, aby lepiej widzieć. Jej ciemne, lekko kręcone włosy podskakiwały przy
każdym stawianym przez nią kroku. Na zmianę machała mi i torowała sobie
łokciami przejście, piorunując wzrokiem każdą osobę, która zaszła jej drogę.
Dziewczyna przepchała się przez ostatni rząd tłumu i stanęła naprzeciwko mnie.
Przyjrzałam jej się uważnie. Prawie się nie zmieniła chociaż Isabell, która
właśnie idzie w moją stronę jest uśmiechnięta i ma pogodny wyraz twarzy, co
było u niej rzadkością przed moim wyjazdem oraz nie jest ubrana w jakieś czarne
ciuchy tylko zwiewną, białą koszulkę i bordową spódniczkę. Będąc prawie przy
mnie brunetka pisnęła zwracając na siebie uwagę ludzi, którzy posłali jej
zirytowane spojrzenia i z impetem rzuciła mi się na szyję. Stęknęłam pod
ciężarem jej ciała.
- Tak się cieszę, że wróciłaś – powiedziała Isabell, a fakt, że
jest niewiele niższa ode mnie, co nie oznacza, że zaliczam się do osób
wysokich, pozwolił jej na schowanie twarzy w moje rozpuszczone, blond włosy.
- Nie było mnie tylko sześć miesięcy – rzuciłam śmiejąc się pod
nosem i obejmując ją mocno.
- O sześć miesięcy za długo! – krzyknęła oburzona Izzy.
Uśmiechnęłam się szeroko, a gdy udało mi się ją od siebie odsunąć,
ponownie przycisnęła telefon do twarzy.
- Babciu, Isabell już jest. Nie masz się, o co martwić.
- Co do tego nie byłabym taka pewna – rzekła rozbawiona – Pamiętasz
adres?
- Jakbym mogła zapomnieć. Mieszkałam tam prawie osiemnaście lat.
- Przepraszam – powiedziała szybko – No dobra skończmy tę rozmowę
i idź już. Nie pozwól tej dziewczynie czekać na siebie.
- Dobrze. Dziękuję za wszystko i będę tęsknić.
- Nie rozczulaj się. Bądź prawdziwą babą – rzekła pewnie kobieta,
choć w jej głosie usłyszałam nutkę smutku – Kocham cię i uważaj na siebie.
- Ja ciebie też. Pa, staruszko.
- Pa, skarbie – odpowiedziała mi ze śmiechem babcia.
Rozłączyłam się i schowałam telefon z
powrotem do kieszeni. Spojrzałam na Isabell i skinęłam głową na znak, że
wszystko gra. Chwyciłam rączkę walizki, a następnie wzięłam pod rękę brunetkę.
- To co? Idziemy? – spytałam.
- Jasne – odparła z uśmiechem dziewczyna.
……………………………………………………………………………….......
Całą drogę do mojego domu spędziłam słuchając
trajkotania Isabell. Skąd u niej tyle entuzjazmu? Przed moim wyjazdem była
zamknięta w sobie, a teraz gada i gada aż głowa boli. Pomasowałam skronie chcąc
odgonić lekkie łupani rozchodzące się wewnątrz czaszki.
- Jesteśmy – rzuciła Izzy przerywając swój potok słów.
Wyjrzałam przez otwarte okno samochodu. Moim oczom ukazał się jednopiętrowy,
pomalowany na biały kolor, który zdążył już zszarzeć, dom. Wszystkie okna
zostały zasłonięte roletami. Na żelaznym ogrodzeniu gdzieniegdzie zauważyłam
rdzę. Rabatki przed domem porosły chwasty, a trawa była za długa. Zabrakło tu
kogoś, kto dbałby o to miejsce. Zabrakło tu moich rodziców…
- Naomi, wszystko okey? – spytała Isabell.
- Tak, oczywiście – odpowiedziałam szybko ocierając pojedynczą łzę.
Wysiadłam z samochodu i otworzyłam tylne drzwi. Wciągając walizkę
czułam na sobie wzrok przyjaciółki.
- Spotkamy się jutro?
- Muszę załatwić coś ważnego. Może…
- Naomi – przerwała mi brunetka, a ja spojrzałam na nią zdziwiona
– Proszę, powiedz mi, że darujesz sobie ten pomysł z prywatnym detektywem.
Odwróciłam wzrok od niej. Jasne, że sobie go nie darowałam.
- Minęło tyle czasu. Przestań szukać odpowiedzi i zacznij żyć! –
krzyknęła.
- Nie – warknęłam wyszarpując walizkę z tylnego siedzenia na
chodnik – Zrozum ja muszę wiedzieć. Ktoś zamordował moich rodziców z uśmiechem
na twarzy. Co byś zrobiła na moim miejscu?
- Przepraszam – wymamrotała.
- Ja też przepraszam – powiedziałam wciągając ze świstem powietrze
– Za każdym razem, gdy patrzę w lustro widzę tę bliznę, a ona przypomina mi o
nich.
- Już spokojnie – rzuciła Izzy głaszcząc po ramieniu.
Nie zauważyłam nawet, kiedy znalazła się koło mnie. Oddychałam
głęboko trzymając się za brzuch, gdzie znajdowała się nieregularna, różowa
szrama ciągnąca się przez żebra z lewej strony aż po prawe biodro. Miałam
pieprzone szczęście, że wyszłam z tego cało, ale pewnie jakiś niepoinformowany obserwator pomyśli sobie, że jestem idiotką w pierwszej fazie ciąży.
- Nadal boli? – spytała szeptem brunetka.
- Nie tak bardzo jak świadomość, że straciłam ich na zawsze
–odpowiedziałam markotnie.
- Dasz sobie sama radę? – zadała kolejne pytanie odsuwając mnie na
długość swoich ramion i patrząc mi w oczy.
Pokiwałam głową choć byłam pewna, że nie.
- Jesteś dzielną dziewczyną. Pamiętaj, że zawsze będą z tobą –
rzekła Isabell i pocałowała mnie w policzek.
- Pa – mruknęłam.
- No właśnie, wpadnę jutro wieczorem z Davidem – powiedziała i
posyłając mi smutny uśmiech wsiadła do samochodu, a następnie z piskiem opon
odjechała.
Z przedniej kieszonki walizki wyciągnęłam pęczek kluczy. Biorąc głęboki oddech
ruszyłam w stronę furtki. Nacisnęłam klamkę, która ustąpiła pod wpływem nacisku
i bramka stanęła otworem z przeraźliwym skrzypnięciem. Nigdy nie była zamykana,
więc tak pozostało do teraz. Idąc kamienną ścieżką prowadzącą do drzwi wszystkie
wspomnienia powróciły.
Była godzina pierwsza nad
ranem. Chwiejnym krokiem wracałam z udanej imprezy Davida. Mówiąc udanej miałam
na myśli opływającej w alkohol i różne używki. Wiedząc, że w domu czeka mnie
bardzo ostra reprymenda ze strony moich rodziców nieśpiesznie przekroczyłam
próg mojego podwórka.
Usłyszałam wrzask mamy. Cały alkohol wyparował z mojego
organizmu i w ciągu sekundy stałam się ponownie trzeźwo myślącą osobą. Resztę
drogi do drzwi przebiegłam. Wpadłam do środka i zilustrowałam wnętrze. Krewa,
dużo krwi. Momentalnie zakręciło mi się w głowie. Zrobiłam parę kroków w przód,
ale gwałtownie cofnęłam się widząc coś czego nigdy nie powinnam ujrzeć. Mój tata
leżał na podłodze z poderżniętym gardłem. Jakby tego było mało jego ciało
zostało zmasakrowane.
- Mamo! – wrzasnęłam przerażona.
Szok jaki przeżyłam nie pozwolił uronić mi ani łzy.
- Mamo! – wrzasnęłam ponownie nie słysząc odpowiedzi.
Z kuchni wybiegła moja matka z wyraźnie wymalowanym strachem na
twarzy. Jedną dłonią podpierała się o ścianę, a drugą trzymała za brzuch, na
którym plama czerwieni ciągle się powiększała. Powoli podeszłam do mamy, ale
ktoś mnie uprzedził. Za jej plecami znikąd pojawiła się czarna sylwetka.
Chciałam krzyczeć, ale było za późno. Mroczny cień wbił nóż w plecy mojej
rodzicielki. Kobieta upadła na ziemię i zaczęła krztusić się krwią. Stanęłam
jak wryta. Nie wiedziałam, co robić. Zrozumiałam, że powinnam uciekać, bo rodzicom
już nie pomogę. Odwróciłam się w stronę drzwi, aby wybiec i znaleźć się jak
najdalej od tego miejsca, ale zostałam przewrócona z ogromną siła na podłogę.
Oprawca odwróciła mnie do siebie twarzą. Na głowę założoną miał kominiarkę, ale
to nie zmieniło faktu, że widziałam ten ohydny uśmiech i te ciemne, bezlitosne
oczy.
- Tyle na to czekałem – warknął mężczyzna – Nie pozwolę ci tego
zepsuć.
Zamarłam. Krew w moich żyłach przestała płynąć, a powietrze nie
chciało dotrzeć do płuc. Wszystko trwało chwilę. Strach przerodził się w ból.
Nóż rozcinał powoli mój brzuch wywołując u mnie łzy. Próbowałam się uwolnić,
ale morderca udaremnił mi to siadając na mnie okrakiem i przytrzymując jedną
ręką moje nadgarstki. Zaczęłam błagać, aby to się skończyło. Błagałam o śmierć.
Mężczyzna śmiał się nie przerywając swojej zabawy.
Moim wybawcą okazał się dźwięk, którego tak bardzo nienawidziłam. Syreny
policyjne mieszały się z moimi krzykami. Oprawca momentalnie zerwał się z
miejsca i posyłając mi uśmiech uciekł tarasem. Jego ciemne oczy, śmiech oraz
szyderczy uśmiech były ostatnią rzeczą
jaką ciągle przetwarzałam w głowie przed
straceniem przytomnością oraz jedyną rzeczą jaką widzę, co noc w swoich snach.
Otworzyłam drzwi. Weszłam po cichu do domu jakbym bała
się, że kogoś obudzę. Na zewnątrz było już ciemno, więc odruchowo sięgnęłam
dłonią do włącznika, którego miejsca nie zapomniałam. Mały korytarzyk zalało
sztuczne światło. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz i ruszyłam dalej. Kółka
walizki stukały o drewnianą podłogę, a dźwięk roznosił się po całym domu. Nacisnęłam
kolejny włącznik i salon rozjaśnił się pod wpływem lampek wbudowanych w sufit.
Wszystko takie samo. Ciemne mahoniowe meble, duża kanapa w musztardowym
kolorze, a na naprzeciwko niej telewizor i inne sprzęty, którymi kiedyś mój
tata zajmował się tak czule. Wszystko pokrywała warstwa kurzu. Przy samym
wejściu do salonu stał niewielki stolik, który mama wiele lat temu przeznaczyła
na ustawianie ramek ze zdjęciami. Popatrzyłam na pierwsze z nich. Byłam na nim
razem z rodzicami w jakimś parku rozrywki. Oczy momentalnie zaszły mi łzami.
Wzięłam ramkę do ręki i zostawiając walizkę gdzie stała padłam na kanapę
wzbijając tumany kurzu. Kichnęłam i postawiłam zdjęcie na masywnym stoliku, który
został ustawiony przed sofą. Pozwoliłam żeby uśmiechnięte twarze rodziców
patrzyły na mnie.
Zasypiałam z jedną myślą. Myślą, która
przywiodła mnie z powrotem do Sydney.
Odnajdę tego sukinsyna, żeby zapłacił za
krzywdę jaką wyrządził moim rodzicom.
___________________________________________________________
BOOM!
Witam wszystkich na moim nowym blogu.
Myślę, że będzie on o wiele ciekawszy i o wiele lepiej pisany od mojego poprzedniego.
Rozdziały tak typowo będą pojawiać się co tydzień.
Mam nadzieję, że będziecie niecierpliwie wyczekiwać na każdy kolejny post oraz, że wam się spodoba. :)
Rozdziały tak typowo będą pojawiać się co tydzień.
Mam nadzieję, że będziecie niecierpliwie wyczekiwać na każdy kolejny post oraz, że wam się spodoba. :)
Świetne! Pisz jak najszybciej, bo już nie mam co czytać ;d
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że go znajdzie i poćwiartuję na kawałki nożem do mięsa! XDD
BOOM!
OdpowiedzUsuńCo mnie zaskoczyło? To, że masz takich samych bohaterów opowiadania co ja XDDD Widzę, że mamy taki sam gust :D Prolog cudowny! Miło mi się go czytało! Jeju, czy to Luke zabił jej rodziców? Ja i moje psychiczne czarne myśli ;_; Mam czekać tydzień? Aż tydzień? No nic, wystarczy czekać... Pozdrawiam ciepło i życzę dużo weny na nowe rozdziały!
Zapraszam do mnie -----> http://feather-ff.blogspot.com/
Co do gustu to się zgodzę. Uwielbiam Barbarę z tym słodki uśmiechem. Rozczaruję Cię, bo to nie Luke jest zabójcą, lecz ktoś inny. Wszystko wyjdzie na jaw w trakcie opowiadania, więc mam nadzieję, że nadal będziesz miała ochotę je czytać. Na bloga zajrzałam i zostawiłam po sobie ślad. Uważam, że będzie na prawdę emocjonujący. Dziękuję i pozdrawiam :)
UsuńWow! Od razu spodobał mi się prolog i czekam na rozdziały.
OdpowiedzUsuńOby ci nie zabrakło weny! *_*
Zapraszam do siebie. http://thisisbrutalgame.blogspot.com
Bardzo ładnie napisany prolog, ogólnie lubię dłuższe jego wersje, są bardziej... Po prostu są bardziej. :)
OdpowiedzUsuńPodoba mi się Twój styl, naprawdę ładnie tworzysz zdania, liczę, że niedługo przeczytam resztę historii!
http://zasnute.blogspot.com/
Miło mi, że chcesz wykorzystać mój pomysł na spam, nie musisz się krępować jeśli o to chodzi.:)
Zapomniałam wspomnieć, dodaję do czytanych! :)
UsuńDziękuję bardzo! Ja obserwuję od początku :)
UsuńNominowałam Twojego bloga: http://feather-ff.blogspot.com/2015/01/liebster-award.html
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Dziękuję bardzo. W najbliższym czasie odpowiem na Twoją nominację :)
Usuń