poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 9

Naomi
           
            Uśmiech, który przywołałam na twarz dużo mnie kosztował, a słowa jeszcze więcej. Chyba sama sobie złamałam serce. Czułam jak pęka na kawałki, gdy patrzyłam jak Luke odsuwa się ode mnie.
            - Pomyliłem się co do ciebie - powiedział gniewnie i wsiadł do samochodu na miejsce pasażera koło kierowcy.
            Powłócząc nogami, wcisnęłam się na tył jeepa pomiędzy Lucasem, a Isabell. Przyjaciółka patrzyła na mnie smutno. Spuściłam wzrok na swoje kolana, chcąc uniknąć wzroku Izzy. Wie, co zrobiłam i nie popierała mojej decyzji. Zdziwiła mnie to bardzo. Zazwyczaj nie popierała mojego żadnego związku mówiąc, że źle się to dla mnie skończy i zwykle miała rację, a teraz to pierwsza sytuacja, w której dała nam swoje "błogosławieństwo".
            - Dlaczego to zrobiłaś? - zapytała cicho Izzy.
            - Wiesz - mruknęłam.
            - Nie powiedziałaś dlaczego.
Musiałam to zrobić. Nawet jeżeli złamało mi to serce. Wszystko się skomplikowało. Nie mogę pozwolić, aby zależało mi Luke'u.
            Rok temu byłam w związku, który zakończył się naprawdę nieprzyjemnie. Nick, mój ówczesny chłopak, ćpał. Na imprezie urodzinowej bliźniaków zobaczył, że ciągle siedzę z nimi i Davidem. Był pod wpływem narkotyków, więc cała sytuacja doprowadziła go do szału. Brutalnie wyciągnął mnie z imprezy i pobił. Nie było później żadnego przepraszam ani nic w tym stylu, tylko szpital i sąd. Po tym związku nie chciałam się angażować, bo po prostu nadal boję się powtórki z Nickiem. Strach, który się w sobie trzymało i hodowało ciężko jest wyplenić nawet silnym odwzajemnionym uczuciem. 
            - Naomi co jest? - zapytał Lucas, szturchając mnie w żebra.
            - Spławiła Luke'a po tym jak go pocałowała - szepnęła Izzy. 
            - Uwielbiam Cię, ale zachowałaś się jak idiotka - powiedział. 
Zawsze kochałam go za jego szczerość. Powie nawet najgorszą prawdę, ale prawdę i za to właśnie cenię sobie naszą przyjaźń. 
            - Ja boję się powtórki sprzed roku - mruknęłam. 
            - Naprawdę jesteś idiotką - rzucił bliźniak i przeciągnął dłonią po twarzy - Luke to nie ten gnojek, z którym wtedy byłaś. On nigdy by Ci czegoś takiego nie zrobił. Zależy mu na tobie. 
            - Teraz to zamknięta sprawa - westchnęłam. 
            - Jak go spławiłaś? - zapytała brunetka. 
            - Powiedziałam, że to nic nie znaczyło i chciałam tylko sprawdzić czy dobrze całuje - powiedziałam zażenowana głupotą swoich własnych słów. 
Obydwoje patrzyli na mnie z szeroko otwartymi oczami, zapewne niedowierzając w to, co właśnie powiedziałam. Myśleli, że zaraz zaśmieje się i powiem, że to tylko żart, lecz niestety tak się nie stanie, bo mówię całą prawdę. 
            - Nigdy nie słyszałem gorszego sposobu na spławienie kogoś - jęknął Lucas, wprawiając mnie w jeszcze większe zażenowanie. 
            - Niestety, ale muszę się z nim zgodzić - dodała Isabell z wyraźną niechęcią. 
            Westchnęłam i schowałam twarz w dłoniach. Za dużo tego wszystkiego. Mamy sprawę do rozwiązania, która przestaje być bezpieczna. Zero odpowiedzi na pytanie, które ciągle krążą w mojej głowie. I do tego jeszcze Luke, którego zraniłam swoimi słowami. Wiem, że dwie pierwsze rzeczy rozwiążą się z czasem, ale do trzeciej nie jestem pewna. Straciłam w oczach blondyna. Będzie teraz nieufny i ostrożny w stosunku do mnie. Ciężko będzie odbudować to, co było między nami. 
            - Powinnaś z nim pogadać o tym i wytłumaczyć twoją sytuację - powiedziała Izzy. 
            - Niestety, ale muszę się z nią zgodzić - przedrzedźniał ją Lucas. 
            - Nie będzie chciał ze mną rozmawiać. 
            - Jeżeli nie spróbujesz to się nie dowiesz - szepnęła brunetka posyłając mi pokrzepiający uśmiech.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

            Na czwartym postoju zebrałam się na odwagę i podeszłam do Luke, który właśnie płacił za sok pomarańczowy. Poczekałam aż odwróci się w moją stronę. Nerwowo zaciskałam dłonie. Czułam się nieswojo. stojąc tak i czekając na rozwój wydarzeń. Nie wiedziałam nawet czy się do mnie odezwie, a tego boję się najbardziej.
             Luke zabrał sok z blatu i uśmiechnął się zawadiacko do kasjerki, która zaczerwieniła się. Niech nie robi sobie nadziei. Mu zależy na mnie, a nie na niej. Chociaż teraz już sama nie wiem. 
Zaczął iść tyłem, nie spuszczając wzroku z dziewczyny, gdy nagle spotkał się z oporem, którym byłam ja. Zaskoczony obejrzał się i napotykając moje spojrzenie uśmiech znikł mu z twarzy. 
            - Możemy porozmawiać? - zapytałam niepewnie. 
Blondyn mrugnął do kasjerki i bez słowa opuścił sklep. Szłam za nim krok w krok ledwo co otrzymując mu kroku. 
            - Luke, proszę porozmawiajmy. 
Chłopak jedynie odkręcił głowę i posłał mi jadowite spojrzenie.
            Moje obawy potwierdziły się. Poczułam jak coś we mnie pęka. Nie chciało mi się płakać nawet nie było mi przykro. Poczułam pustkę, którą na początku zapełniła niechęć do Luke'a, a następnie uczucie, które pojawiło się we mnie nagle i niespodziewanie. Coś czego nie czułam wobec żadnego chłopaka, który nie był moim przyjacielem. Przyznam się bez bicia. Zakochałam się w Luke'u Hemmingsie i spieprzyłam wszystko, co między nami było. 
            Wyszłam ze sklepu i skierowałam się do pustego samochodu. Wszyscy poszli do małego barku na późny obiad, lecz mi odechciało się jeść na myśl o czekającej mnie rozmowie z blondynem, która nawet nie doszła do skutku. Wsiadłam do jeepa i zasunęłam za sobą drzwi. Opadłam na swoje poprzednie miejsce i westchnęłam. Zauważyłam, że ostatnio bardzo często to robię. 
            - Nie wzdychaj tak mała. 
Podskoczyłam na miejscu, słysząc głos Caluma. Chłopak wyłonił się zza siedzenia pasażera koło kierowcy. Mogłabym przysiąc, że go tu nie było. Brunet nie martwiąc się o tapicerki, przyszedł z samego przodu na tyły i usiadł koło mnie. 
            - Czyżbyś wzdychała tak na mój widok? - zapytał z głupim uśmiechem. 
            - Jesteś tak niesamowity, że nie mogę się powstrzymać - odpowiedziałam mu z ironią - Czemu nie jesteś z resztą?
            - Gdy widzę jedzenie moje wnętrzności urządzają sobie rewolucję, przyprawiając mnie o mdłości - jęknął. 
- Jak mi przykro - powiedziałam z udawanym współczuciem, przypominając sobie zachowanie zalanego Caluma. 
- Uwierz, że mi też - uśmiechnął się - Ale nie żałuję tego, bo udało mi się doprowadzić cię do stanu załamania nerwowego moim pijactwem. Było warto. 
- Tak cię to bawi? - warknęłam. 
- Oczywiście - odparł z radością - Gdybyś siebie widziała. Do twarzy ci z tą pulsującą żyłą na czole. 
            Wiem, że próbuje wyprowadzić mnie z równowagi. Skłamałabym gdybym powiedziała, że zignorowałam jego zaczepki, które po przykrej sytuacji z Luke'iem zdenerwowały mnie jeszcze bardziej.
             Rzuciłam się na Calum, który chyba był gotowy na to, bo złapał mnie za nadgarstki i uniósł je wysoko. Śmiał się w najlepsze, widząc moje próby uwolnienia się. 
            - Ty wojowniczko. 
            - Puść mnie. 
            - Jakaś ty waleczna. 
            - Zostaw moje nadgarstki, a się policzymy. 
            - I jaka zadziorna! 
            - Calum jesteś idiotą. 
            - A ty wojowniczką! 
Przestałam się szarpać i sama zaczęłam się śmiać. Brunet w końcu uwolnił mnie ,wiedząc dobrze, że nie powtórzę ataku. 
            - Wiem dokładnie czego potrzeba na rozluźnienie sytuacji - uśmiechnął się szeroko, a moje wszystkie mięśnie napięły się chociaż wiem, że przy tej rozmowie bardziej ucierpi moja psychika. 
            - Wiesz o wszystkim? - zapytałam przerażona możliwością, że ktokolwiek mógłby wiedzieć o całym zajściu. 
            - Tak - powiedział - Gdy inni skupiają się na głupotach typu "o nie moje życie jest w niebezpieczeństwie" ja skupiam się na słuchaniu. Słyszałem twoją rozmowę z Luke'iem, a później z Isabell. Nie jesteście zbyt dyskretni. 
Zrobiło mi się gorąco, a moje policzki zapewne są już czerwone. Czułam się dostatecznie zażenowana podczas rozmowy z Izzy i Lucasem, a teraz jeszcze Calum. 
            - Rozumiem twoją sytuację - dodał - I nie oceniam po tym co zrobiłaś. Starałaś się bronić. 
Popatrzyłam na niego zdziwiona. Nie sądziłam, że Calum kiedykolwiek powie coś mądrego, a teraz jestem zaskoczona inteligencją chłopaka, którą posiada czego się nie spodziewałam po jego zachowaniu. 
            - Od kiedy stałeś się taki mądry? - zapytałam. 
            - Zawsze taki byłem. Inteligentny, błyskotliwy i do tego nieziemsko przystojny. 
Parsknęłam śmiechem, słysząc słowa bruneta. Powrócił stary Calum, który prawdopodobnie nie posiada bardzo ważnego narządu, którym jest mózg. 
            - Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele, bo się jeszcze zawiedziesz - poradziłam mu. 
            - Ranisz mnie - mruknął robiąc minę obrażonego dziecka. 
Zgarnęłam mu włosy z czoła i pogłaskałam po głowie. Chłopak uśmiechnął się szeroko i wygodnie rozłożył się w fotelu. 
            - Nie spieprzyłaś niczego - powiedział poważnie - To da się naprawić tylko daj mu czas. Jego duma ucierpiała, a uczucia zostały zranione. Nigdy nie zależało mu na żadnej dziewczynie, co jest dla niego jeszcze większym bólem, że go odrzuciłaś. 
Chciałem coś odpowiedź, ale drzwi rozsunęły się i do samochodu wszedł Ashton, trzymający w dłoni dwa hot dogi. 
            - Może zjecie coś? - zapytał z uśmiechem. 
Calum zzieleniał na twarzy, wymownie chwytając się za brzuch. 
            - On raczej nie, ale ja chętnie. 
Wzięłam jedną bułkę i patrząc w oczy bruneta, ugryzłam pierwszy kawałek. Specjalnie zbliżyłam się do niego, aby poczuł zapach jedzenia. Jego policzki lekko nabrzmiały i nie minęło parę sekund, a Calum stał po drugiej stronie samochodu, zwracając wszystko, co miał w żołądku. Ohydne dźwięki jakie wydawał zagłuszał mój śmiech. 
            - Jeszcze się zemszczę, wojowniczko - warknął.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

            Jeep zatrzymał się pod moim domem. Sięgnęłam po walizkę za tylne siedzenie i żegnając się ze wszystkimi, wysiadłam z samochodu. 
            Jedyne na co miałam ochotę to sen. Czułam zmęczenie po tym jak Calum z małą pomocą Ashtona udaremniali moją każdą próbę zaśnięcia. Z lekkim uśmiechem przekroczyłam próg domu i zaczęłam wciągać za sobą walizkę. Była cięższa niż przed wyjazdem.
            Postawiłam ją na środku swojego pokoju i przejrzałam się jej podejrzanie. Szybkim ruchem dłoni rozsunęłam ją całkowicie i odskoczyłam, nie wiedząc czego się spodziewać. Ze środka wypadły kamienie, a nie moje rzeczy, które miałam nadzieję zobaczyć. Zaczęłam przerzucać gruz w nadziei, że gdzieś tam pod spodem ukryły się moje ubrania, lecz nie. Jedyne co znalazłam to karteczka.

" Całusy dla wojowniczki od Cala i Asha."

            Dupki. Westchnęłam z frustracji i wyciągnęła telefon z kieszeni. Znalazłam numer Caluma i ze złością rozpoczęłam połączenie. 
            - Cześć skarbie - usłyszałam od razu głos bruneta. 
            - Gdzie są moje rzeczy? - warknęłam czemu towarzyszyły chichoty.
Genialnie byłam na głośniku. 
            - Spokojnie, wszystko dostaniesz jutro, gdy przyjedziemy do ciebie. 
            - Oby tak się stało. 
Nie pozwalają odpowiedzieć chłopakowi, rozłączyłam się.
            Złość uleciała ze mnie, tak szybko jak się pojawiła. Nie miałam siły nawet na to. Zrzuciła z siebie ubrania i wyciągnęłam z szafy jakieś dresy oraz za dużą koszulkę, która zapewne kiedyś należała do Davida. 
            David. Muszę z nim porozmawiać. Nie został zaproszony na pogrzeb, bo nie chciałam widzieć go na oczy. Teraz uważam, że zachowałam się dziecinnie. Powiedział mi prawdę. Gorzką i cierpką prawdę, ale lepsza ona niż jakby popierał mnie we wszystkich decyzjach jakie podejmę. Wiem, że rodzice zgodziliby się ze mną w sprawie studiów, ale David też ma rację. Dużo racji. Nie mogę stanąć w miejscu i obserwować wszystkiego dookoła, patrząc jak czas szybko mija, odbierając mi szansę na dalszą edukację i posiadanie dobrze płatnej pracy w przyszłości. 
            Muszę porozmawiać z Davidem, abyśmy wyjaśnili sobie kilka kwestii i doszli do porozumienia. Nasza przyjaźń nie może się tak skończyć i nie teraz kiedy potrzebuję pomocy. Tak, wiem. Jest to cholernie egoistyczne podejście, ale straciłam już najbliższą rodzinę, a David to jedyna niewielu osób, która nie jest ze mną spokrewniona, a mogę nazwać ją rodziną. Wspólne dwanaście lat robi swoje. Chciałabym żeby był teraz przy mnie i przytulając powiedział "wszystko będzie dobrze" niczym pół roku temu, gdy cały mój świat legł w gruzach. Dałoby mi to promyk złudnej nadziei na lepszy dzień, miesiąc, rok, której chwytałabym się jak tonący brzytwy. Dałoby mi to w jakimś sensie poczucie bezpieczeństwa i odprężenia. 
            Wcisnęłam się w wybrane ubrania i kładąc się na łóżko, wzięłam w swoje objęcia kołdrę. Zasnęłam szybko, myśląc o wszystkich nieszczęściach jakie nam się przydarzyły. Gdy myślisz, że gorzej już być musisz wiedzieć jedno. Mylisz się.

__________________________________________________________

Chciałabym Was przeprosić za opóźnienie, ale cały weekend byłam odcięta od internetu.
Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe i rozdział się spodoba.

Chcę podziękować każdej osobie, która czyta mojego bloga za te ponad 5000 wyświetleń.
Jest to naprawdę ogromne osiągnięcie dla mnie, a także motywacja.
Dziękuję! <3

Do zobaczenia w piątek! :)


piątek, 20 marca 2015

Rozdział 8

Zachęcam wszystkich do obejrzenia zwiastuna, który znajdziecie w zakładce "Zwiastun".
Na początku chciałabym gorąco podziękować Amnesi (autorce bloga Are you Alice?) za to cudo, które udało jej się stworzyć.
Jesteś wspaniała!

Życzę miłego czytania! :)


Luke

            Moje myśli ciągle krążyły wokół Naomi. Przez drzwi pokoju słyszałem płacz, śmiech i ciche rozmowy, dochodzące z salonu.
- Możemy już wyjść? - jęknął Calum, który od paru minut leży brzuchem na podłodze.
- Dajmy im czasu, idioci - warknęła zdenerwowana Isabell.
Brunetka zamartwia się o stan swojej przyjaciółki. Stała się bardzo drażliwa, co kończyło się na wyzywaniu każdej osoby, która śmiała się odezwać. Próbowaliśmy wytrzymać w ciszy, lecz oczekiwanie jest męczące.
            Michael ponownie szepnął coś do ucha Isabell, na co ona zepchnęła go z łóżka. Parsknąłem śmiechem, widząc zdezorientowaną minę przyjaciela, za co dostałem mordercze spojrzenie od dziewczyny.
- Ile może trwać taka rozmowa? - jęknął znów Calum.
- Zamknij się! - wybuchła brunetka - Naomi straciła ostatniego członka rodziny, więc daj jej chociaż chwilę prywatności!
Drzwi stanęły otworem, a w nich lekko uśmiechnięta Naomi. Oczy miała podpuchnięte i przekrwione, a policzki nadal były mokre od łez.
- Tylko się nie pozabijajcie - mruknęła.
Isabell poderwała się z miejsca i złapała blondynkę w objęcia. Naomi próbowała się wyrwać, lecz ramiona przyjaciółki skutecznie jej to uniemożliwiły.
- Dusisz - wykrztusiła blondynka, a Isabell natychmiast ją puściła.
- Zostajemy tutaj dłużej? - zapytał Ash.
Każdy chciał znać odpowiedź na to pytanie, więc nic dziwnego, że padło od razu po pojawieniu się blondynki.
- Tak - odpowiedziała mu Naomi - Będziemy się świetnie bawić.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

            Obietnica Naomi, co do świetnej zabawy idealnie odnosiła się do nas, lecz do niej samej nie. Nie bawiła się na imprezie pierwsze dnia, ani na pikniku następnego popołudnia, a trzeciego dnia na basenie też wyglądała niemrawo. Owszem uśmiechała się ciągle, ale to tylko dobra mina do złej gry. W jej oczach widziałem głęboki smutek. Nie włączała się do zabawy z nami, często znikała i wracała po dłuższym czasie. Nie było w niej żadnej chęci do życia. Nikt tego nie widział, nawet Isabell, która była organizatorką wszystkich rozrywek. Diego zazwyczaj upijał się alkoholem, który brał nie wiadomo skąd, a Lucas był zajęty podrywaniem każdej dziewczyny. Jej przyjaciele nie widzieli, że jest z nią coś nie tak, więc dlaczego ja to dostrzegam?
            Dziś nasz ostatni wieczór w Melbourne. Izzy postanowiła, że idziemy do jakiegoś klubu. Naomi z miejsca odmówiła, wymigując się rozmową z jakimś urzędnikiem od testamentu jej babci, lecz każdemu ta wymówka pasowała i nikt nie wiedział jej skrzywionej miny, gdy rozmawiali entuzjastycznie o nadchodzącej imprezie.
- Luke, bierzemy twój samochód - głos Diego rozległ się za moimi plecami, gdy kończyłem sznurować buty.
Wstałem i wzruszając ramionami wróciłem do salonu. Wszyscy próbowali zachować powagę, gdy Calum z Lucasem klękali przed Naomi i o coś błagali. Dziewczyna ciągle kręciła głową, nie zgadzając się na pomysł chłopaków.
- Jedź z nami - jęknął Cal.
- Powiedziałam już, że nie mogę - warknęła, nie ukrywając swojego zdenerwowania.
- A później do nas dołączysz? - zapytał Lucas.
- Może – mruknęła, przewracając w zabawny sposób oczami.
Chłopakom to starczyło, bo zerwali się na równe nogi i uściskali blondynkę.
            Każdy po kolei wstał i ruszył do drzwi. Isabell podeszła do mnie i trzymając za łokieć, pociągnęła do kuchni. Stanęła przede mną i popatrzyła mi w oczy.
- Ona nie przyjedzie później – powiedziała, przeczesując dłonią włosy.
- Skąd wiesz? - zapytałem.
- Luke, nie wiem, co myślisz na mój temat, ale ja widzę wszystko - westchnęła - Widzę jak znika i nie chce się bawić. Jak sądzisz, kto przesiaduje całe noce razem z nią, gdy wy śpicie?
            Przyjrzałem się jej twarzy. Wyglądała na zmęczoną, co potwierdzają starannie ukryte pod makijażem filetowe sińce. Usta zacisnęła w wąską linię, pokazując swoje zmartwienie.
            Poczułem się głupio. Poświęciła swój czas, aby być tu z przyjaciółką i móc ją wspierać, a ja wysuwam pochopne wnioski, oskarżając ją o obojętność.
- Przepraszam - burknąłem - Zachowujesz się tak normalnie jakby ona cię nie obchodziła.
- Ona jest moją przyjaciółką i sama mnie o to poprosiła - warknęła - To, że ci się podoba i z nią trochę rozmawiałeś nie znaczy, że znasz ją lepiej ode mnie, bo to ja przyjaźnię się z nią od ośmiu lat.
Opuściłem głowę słysząc jej słowa. Zrobiło mi się jeszcze głupiej. Studiuję kryminologię, a popełniłem błąd w ocenie sytuacji.
- Chcę cię prosić, abyś z nią został - szepnęła.
Uniosłem głowę i moje spojrzenie spotkało się z jej chłodnymi, zielonymi oczami. Muszę przyznać, że chwilami jest ona strasznie podobna do Naomi. Piękna i zniechęcająca swoim wyrachowanym chłodem.
            Czy chcę zostać z Naomi? Oczywiście. Nawet jeżeli oznaczałoby to, że przesiedzimy cały wieczór w ciszy.
- Jasne - powiedziałem.
Spojrzenie brunetki ociepliło się. Posłała mi uśmiech i całując w policzek, przytuliła mnie.
- Dziękuję - mruknęła - Wiedząc, że ktoś komu na niej zależy będzie tutaj mogę spokojnie trochę się zabawić.
- Skąd wiesz? - zapytałem lekko zawstydzony.
- Luke, ja widzę wszystko - mrugnęła do mnie i wyszła z domu.
            W tym momencie Isabell zyskała moją sympatię. Nie jest pustą imprezowiczką, tak jak myślałem, tylko prawdziwą przyjaciółką, która dostrzega każdy szczegół związany z przyjaciółką i osobami z nią związanymi. Troszczy się o nią kosztem własnego życia. Jest wspaniała.
- Co ty tu robisz?
            Odwróciłem się i zobaczyłem Naomi. Za duża bordowa bluza z białym konturem jednorożca zasłaniała jej dłonie i nogi do połowy ud, na których miała czarne dresy. Wyglądała jak osoba, która straciła chęć do życia. Matowe włosy, blada cera i brak tego błysku w oczach. To nie jest ta sama śliczna blondynka, która emanowała pewnością siebie.
- Nie chciało mi się jechać - wzruszyłem ramionami.
Naomi przewróciła oczami i podeszła do lodówki. Otworzyła ją i zaczęła przyglądać się zawartości.
- Nie polecam ci tego mleka – powiedziałam, widząc, że dziewczyna wyciąga karton - Diego razem z Calumem ukradli farbę Michaelowi i wsypali ją do środka.
Blondynka skrzywiła się ze wstrętem i wylała zawartość opakowania do zlewu, zabarwiając go na czarno.
- Niedawno farbowałam mu włosy – mruknęła, wyrzucając karton do śmieci - Nie wiesz gdzie jest mój sok pomarańczowy?
Podszedłem do jednej z szafek i z najwyższej półki wyciągnąłem plastikową butelkę. Podałem ją Naomi, a ona popatrzyła na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
- Widziałem jak chowa ją Isabell. Mówiła coś o twoim uzależnieniu od niego.
Prychnęła i pijąc z butelki wyszła. Zadzwonił dzwonek, a ja zatrzymałem się w połowie kroku. Podszedłem do drzwi i otworzyłem je czując jak Naomi wychla się zza mnie, lekko ściskając moje ramie. Przede mną stał straszy mężczyzna ubrany w czarny garnitur z aktówką w dłoni.
- Dobry wieczór czy zastałem panią Naomi Farell?
- To ja - powiedziała blondynka, przepychając się przede mnie.
- Eric Paterman, notariusz zajmujący się testamentem pani Emily Connan - uścisnął dłoń Naomi, a ona gestem zaprosiła go do środka.
Nie kłamała. To nie była wymówka tylko prawda.
- Czy jest pan kimś z rodziny lub narzeczonym, pani Farell? - zapytał urzędnik rzeczowym tonem.
- Ohhh... Nie, przyjacielem - odparłem.
- Może zostać - powiedziała szybko Naomi, próbując przekazać mi spojrzeniem, że będzie potrzebować wsparcia.
Usiadłem koło niej, a ona dyskretnie chwyciła moją dłoń. Pan Paterman w tym czasie zdążył wyciągnąć plik papierów, które położył na stole.
- Cały majątek pani Emily Connan został przepisany na pani rodziców, a, że jest pani także spadkobierczynią ich testamentu to życzenia pani Connan przechodzą na panią - powiedział, a Naomi popatrzyła na niego przestraszona, gdy brał do dłoni kartkę zapisaną drobnym drukiem - W testamencie zapisano pani ten dom, który został opłacony na najbliższe dziesięć lat oraz całą gotówkę jaka znajduje się na koncie Emily Connan.
- To wszystko jest już moje? – zapytała, nie dowierzając w słowa urzędnika Naomi.
- Jeszcze nie - zaśmiał się uprzejmie mężczyzna - Musi pani złożyć tu podpis i automatycznie zostanie pani właścicielką tego domu, a pieniądze zostaną przelane na pani konto.
Wyciągnął w jej stronę długopis oraz arkusz papierów. Blondynka popatrzyła na mnie pytająco. Skinąłem lekko głową. Nie widzę w tym żadnych haczyków tylko czystą formalność. Naomi wzięła długopis i pewnym ruchem dłoni składała podpis w każdym wskazanym miejscu.
- Dziękuję. To już wszystko - powiedział pan Paterman, zabierając ostatnią kartkę sprzed nosa dziewczyny, a następnie chowając do aktówki.
- Odprowadzę pana - mruknęła Naomi i podniosła się z miejsca, a urzędnik podążył za nią.
Zostałem w salonie, nasłuchując głosów z przedpokoju. Cicha rozmowa została przerwana pociągnięciem nosa. Czy ona znów płacze? Nie ruszyłem się z miejsca, nie chcąc przeszkadzać. Po chwili usłyszałem trzaśnięcie drzwi i Naomi wróciła, przecierając oczy rękawem za dużej bluzy. Bez słowa podałem jej butelkę z sokiem pomarańczowym, a ona zamiast się napić przytuliła do siebie.
- Co się stało? - zapytałem cicho.
Naomi pokręciła głową i zagłębiła się w kanapie jakby chciała się ukryć przed całym światem. Przysunąłem się do niej i postanowiłem poczekać aż sama coś powie. Nie warto naciskać.
            Oparłem głowę o zagłówek i przymknąłem oczy. Nigdy nie sądziłem, że moje życie tak bardzo zmieni się przez jedną dziewczynę. Wcześniej wszystko było takie zwyczajne. Nudna szkoła, imprezy z przyjaciółmi, zapracowani rodzice, którzy pomimo wszystko zawsze znajdą dla mnie czas. Teraz aż ciężko uwierzyć w co my się wplątaliśmy. Te sytuacje wydają się być nierealne, ale kula wystrzelona w moją głowę uświadomiła mi doskonale, że to nie jest zabawa. To nasze życie, które jest zagrożone.
- To był przyjaciel taty.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Naomi. Spojrzałem na dziewczynę, ale jej wzrok utkwiony był w ścianie.
- Przeprosił za to, że nie był na pogrzebie i za swoją oficjalność, ale nie chciał źle przy tobie wypaść.
Otworzyła butelkę i napiła się parę łyków. Znowu się denerwuje, co nie zapowiada nic dobrego.
- Naomi, spokojnie, jak na razie wszystko jest dobrze.
            I jak na przekór moim słowom wszystkie szyby po kolei zaczęły pękać. Chwyciłam Naomi i zakryłem ją własnym ciałem, przyciskając do kanapy. Blondynka pisnęła głośno przestraszona.
- Shhh, cicho, cicho - szeptałem.
Powoli podniosłem się i poczułem rozdzierający ból w plecach. Zdusiłem jęk, dotykając pleców. Poczułem na dłoni lepką ciecz, która okazała się być krwią.
- Luke, muszę zadzwonić po pogotowie - powiedziała Naomi, patrząc przestraszonym wzrokiem na mnie.
            Pokiwałem po woli głową, a dziewczyna już wybierała numer. Próbowałem myśleć o czym innym. Zacząłem rozglądać się po całym otoczeniu, gdy nagle w oczy rzuciła mi się koperta. Wstałem, chwiejąc się lekko.
- Luke, siadaj - wrzasnęła Naomi, lecz jej nie posłuchałem - Luke, kurwa, usiądź.
Machnąłem ręką i podszedłem do okna. Wziąłem do ręki kopertę i jak zażyczyła sobie blondynka, opadłem na kanapę.
- Masz się położyć na brzuchu – warknęła, wyrywając mi kopertę.
Wykonałem jej polecenie i patrzyłem na nią, gdy rozdzierała papier. Wyciągnęła pierwszą kartkę i zbladła. Jej oczy nerwowo poruszały się po całej powierzchni trzymanego papieru. Bez słowa pokazała mi go. Cholera. Na zdjęciu byłem ja z Naomi na parkingu pod cmentarzem.
- Jest jeszcze jedna - powiedziała drżącym głosem.
Wyciągnęła kolejną kartkę i odchrząknęła.

"Myślałem, że jesteś silniejsza.
Nie załamuj się.
To jeszcze nie koniec."

Zakryła dłonią usta, a moich uszu doszedł dźwięk syreny pogotowia. 
- Schowaj to - szepnąłem, a Naomi wcisnęła kartki pod łóżko. 
Rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę! - krzyknęła Naomi.
To pokoju weszło dwóch mężczyzn z apteczkami, a za nimi policjantka. 
- Co się stało? - zapytała kobieta kucając koło Naomi.
- Nie wiem - odpowiedziała - Rozmawialiśmy i nagle... Cholera!
Wiem, że była to jej reakcja na widok moich pleców, które zostały w odkryte po rozcięciu bluzki. 
- Co się stało? - zapytała ponownie kobieta, a ja czując ból stęknąłem.
- Kilka wbitych odłamów szkła, ale rany nie są głębokie. Założymy opatrunki i po sprawie - powiedział jeden z mężczyzn i po chwili czułem na moich plecach dwie pary rąk. 
- Wszystkie szyby wyleciały - szepnęła Naomi - Nie wiem dlaczego.
- Chodź porozmawiamy - rzuciła kobieta i pociągnęła za sobą blondynkę.
Znosiłem każdy ból, który odczuwałem podczas wyciągania szkła, przemywania i opatrywania. Leżałem spokojnie, nie słuchając tego, co się do mnie mówi. Skupiałem się na próbie stępienia bólu.  
Myślałem o wszystkim byle nie o tym jak moje plecy pieką.
- Już po sprawie.
Do mojej świadomości dotarł głos jednego z lekarzy. Kątem oka widziałem jak pakują się z powrotem. Teraz czułem jedynie tępe pulsowanie. Rozluźniłem się, a zmęczenie owładnęło moim ciałem, zastępując ból. Odetchnąłem, kładąc pod głowę poduszkę. Mój mózg rejestrował rozmowy, ale nie rozumiał żadnego ze słów. Na podłodze przede mną usiadła Naomi i rozmawiając przez telefon, wpatrywał się we mnie.
- Dziękuję Ericu, że się tym zajmiesz. Do jutra. 
Jej usta zacisnęły się w linię, gdy odkładała telefon na stolik. Patrząc na mnie smutno, wcisnęła w moją dłoń czarną bluzę, którą pomogła mi na siebie wsunąć. Wstała i odeszła gdzieś na bok. Ostatkiem sił skupiłem się żeby usłyszeć ,co robi. Kroki i brzdęk szkła. Sprząta. Podniosłem się na łokciach, aby zerknąć na nią. 
- Leż - warknęła - Mówili, że zaśniesz po tym środki przeciwbólowym. 
Opadłem z powrotem na kanapę. Dlatego jestem taki zmęczony. Zamknąłem oczy i walcząc z chęcią zaśnięcia, skupiałem się na tym, co działo się dookoła mnie. Naomi cały czas chodziła po pokoju, zamiatając szkło. Klęła co chwilę, wyładowując się w ten sposób po stresującej sytuacji. Kroki ucichły, a ciszę zniszczył głośny trzask którejś z szafek. Skrzywiłem się. 
- Coś cię boli? 
Otworzyłem oczy i zobaczyłem, kucającą przy mnie Naomi z zatroskanym wyrazem twarzy.
- Hałasujesz - mruknąłem - Chodź do mnie.
Przekręciłem się na bok, robiąc miejsce dla blondynki. Niepewnie wśliznę się na kanapę i położyła na boku.
- Po co dzwoniłaś do Patermana? - zapytałem.
- Był przyjacielem taty i powiedział, że jakbym potrzebowała pomocy mam do niego dzwonić. Zajmie się wstawieniem szyb.
- Yhym - mruknąłem i bez słowa przyciągnąłem do siebie dziewczynę.
Naomi chciała się odsunąć, ale nie pozwoliłem jej na to.
- Rozluźnij się.
Przytuliłem ją do siebie. Tym razem nie protestowała tylko objęła mnie w pasie. Schowałem twarz w jej włosach i zamknąłem oczy. 
- Śpij, Luke, śpij. 
Jej głos podziałał na mnie kojąco. Powoli odpływałem. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- Diego, nie rzygaj tutaj! 
Poderwałem się gwałtownie go góry, czego szybko pożałowałem. Moje plecy przeszył rozdzierający ból. 
- Leż - warknęła zaspana Naomi. 
Wstała i podeszła do drzwi. 
- Czy was do reszty pojebało!? - krzyknęła blondynka - Wy wszyscy jesteście tak pijani? 
- Nie. Ja i Michael jesteśmy całkiem trzeźwi. Nie widać? - syknęła Isabell – Luke, podnieś się i nam pomóż! 
- Ty leżysz - wskazała na mnie - A my damy sobie radę. Wezmę Diego do łazienki, a ty z Michaelem postaraj się wyciągnąć resztę. 
            Dziewczyny z pomocą Michaela otworzyły izbę wytrzeźwień. Diego siedział w łazience i zwracał wszystko, co wypił, a Lucas jak na dobrego brata przystało, wychylał się z łazienki, informując wszystkich, co zwrócił Diego, ciesząc się z tego jak małe dziecko. Ashton położył się koło mnie i zasnął głośno chrapiąc, a Calum przechodził samego siebie. Był krok w krok za Naomi i naśladował jej każdy ruch oraz powtarzał każde słowo. 
- Przez was wszystkich mam ochotę się zabić! - wybuchła blondynka - Cal do łóżka i to biegiem. Lucas ty też i zabierz ze sobą Asha. Diego jak już skończysz też idziesz spać. Izzy i Mikey spać. Musicie odpocząć. Policzę się z wami rano. 
Jak na zawołanie, każdy wykonał jej polecenia. Może powodem ich posłuszeństwa był stanowczy głos Naomi albo jej mordercze spojrzenie. Patrzyłem ze zdziwieniem jak Lucas zabiera Ashton i prawie go niosąc, wchodzi do jednej z sypialni, a tuż za nimi Calum. Isabell, chcąc uniknąć konfrontacji z przyjaciółkę, złapał Mikey’ego za rękę i powędrowała z nim do kolejnej sypialni. Salon opustoszał i zostałem tylko ja ze zdenerwowaną blondynką. 
- Chodź, idziemy spać – powiedziałem, starając się przybrać stanowczy ton głosu. 
Naomi zaśmiał się i po zgaszeniu światła, zostawiając włączoną jedynie małą lampkę, położyła się na swoje poprzednie miejsce. 
- Jak my wrócimy jutro do domu - jęknęła. 
- Izzy i Mikey wytrzeźwieją do jutra. Ashton pewnie też. Trochę poprowadzę ja, trochę ty – odparłem, wzruszająca ramionami. 
Naomi popatrzyła na mnie ze zdziwieniem na twarzy. Zastanawiałem się przez chwilę, o co jej chodzi i nagle odpowiedź sama pojawiła się w mojej głowie. 
- Nie masz prawka? – zapytałem, unosząc brwi.
Blondynka pokręcił głową i westchnęła. Naomi Farell, dziewczyna, która ma zawsze wszystko pod kontrolą, nie ma prawa jazdy? 
- Dlaczego? 
- Nie chcę i tyle - odpowiedziała. 
Leżeliśmy w ciszy. Patrzyłem ciągle na dziewczynę, która z zamkniętymi oczami, oddychała głęboko. Można by sądzić, że śpi, lecz jej wyraz twarzy sugerował co innego. Była skupiona jakby rozmyślała intensywnie nad jakimś problemem. 
- Czy głupotą będzie jeżeli poproszę was o dalszą pomoc w dokończeniu tej sprawy? - zapytała nagle.
Ona chce dalej to ciągnąć. Pytanie pozostaje czy my chcemy brnąć, co raz głębiej w tą chorą sytuację. Wszystko z głupiego i dziecinnego śledztwa zmieniło się w niebezpieczną grę, w której już parokrotnie ktoś z nas mógł przypłacić życiem. 
- Nawet jeżeli byśmy to zakończyli on nie da nam spokoju - powiedziałem zgodnie z prawdą. 
            Obiecał to i pokazał, że teraz my jesteśmy pośrednimi celami, które pomogą mu zniszczyć główny - Naomi. Przerwanie tego oznaczałoby prawdopodobne poniesienie ciężkich i nieodwracalnych strat, którymi bylibyśmy my. Jeżeli będziemy ciągnąć poszukiwania, mamy nadal szansę odkryć całą prawdę i zakończyć wszystko, co zaczęło się sześć miesięcy temu. 
- Przepraszam za wciągnięcie was w to. Nie sądziłam, że wszystko okaże się być takie skomplikowane i niebezpieczne, i prawdopodobnie za choćby najmniejszy nasz błąd zapłacimy wysoką cenę. 
            Przez chwilę zastanawiałem się nad jej słowami. Dla niej zrobiłbym wszystko. Albo jestem skończonym idiotą, albo się zakochałem. Pani Clifford byłaby ze mną dumna, że w końcu poczułem coś takiego względem jakiejś dziewczyny. 
Splotłem dłoń Naomi ze swoją. Wiedziałem dokładnie, co chcę powiedzieć. 
- Nie ważna jest cena jaką za to zapłacimy. Chcę żebyś była szczęśliwa. 
            Spodziewałem się naprawdę wszystkiego ze strony Naomi po moich słowa. Tekstu typu "Nie chcę o tym myśleć", powiedzenia, że nie odwzajemnia moich uczuć, nawet uderzenia, ale nie tego. Dziewczyna momentalnie usiadła na mnie i delikatnie pocałowała. Zdziwiony jej zachowaniem i zaślepiony bólem, nie wiedziałem co zrobić, a znam się na całowaniu jak mało kto. Z szeroko otwartymi oczami patrzyłem jak blondynka pochyla się nade mną z lekko przekrzywioną głową. Jej włosy łaskotały mnie po twarzy. Usta zacisnęła w cienką linię.
- Przepraszam - mruknęła i zaczęła ześlizgiwać się ze mnie. 
Przestałem zwracać uwagę na ból i gwałtownym ruchem przyciągnąłem ją z powrotem do siebie. Moje usta od razu trafiły na jej. Tym razem to ona wydała się być zaskoczona, ale odwzajemniła pocałunek od razu. Czułem jej miękkie wargi na swoich. Było to naprawdę przyjemne.
- Nie masz za co przepraszać - mruknąłem. 
Blondynka zjechała na bok i pozwalając się przytulić, zamknęła oczy. Widziałem jej lekki uśmiech zadowolenia, który towarzyszył mi podczas zasypiania. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

            Obudziły mnie hałasy. Otworzyłem oczy i zobaczyłem, że leżę sam na kanapie. Naomi zniknęła. Usiadłem, ziewając głośno i rozejrzałem się dookoła. Każdy biegał w tę i z powrotem z walizkami. 
- W końcu wstałeś - powiedział Calum, siadając kolo mnie. 
Klepnął mnie w plecy, na co skrzywiłem się z bólu. Brunet posłał mi współczujący uśmiech. 
- Naomi nam wszystko powiedziała - rzucił - Zbieraj się. Za parę minut wyjeżdżamy. 
Pokiwałem głową i niechętnie wstałem, kierując się do sypialni, w której miałem nadzieję znaleźć swoją walizkę. Nie było jej. 
- Widział ktoś moją walizkę?! - krzyknąłem. 
- Naomi ją wyniosła - rzucił Mikey, zaglądając do pokoju.
- Gdzie ona jest?
- Walizka czy Naomi? – zapytał chłopak, marszczą brwi.
- Naomi – warknąłem, poirytowany głupotą przyjaciela.
- Na dworze. Rozmawia z jakimś kolesiem.
            Pokiwałem głową i skierowałem się do wyjścia. Stanąłem w framudze drzwi i obserwowałem jak blondynka rozmawia z Patermanem. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Namieszała mi w głowie i to bardzo.
            Naomi przytuliła urzędnika i uśmiechnęła do niego. Pomachała mu i odwróciła się do mnie. Mina jej zrzedła. Co się stało? Ruszyła w moją stronę. Wyciągnąłem w jej strona dłoń, a ona przeszła koło mnie, ignorując całkowicie. Zmarszczyłem brwi patrząc jak dziewczyna znika w głębi domu. Wróciła po chwili, podtrzymując razem z Lucasem Diego, który wyglądał na ledwo przytomnego.
- Możemy jechać - krzyknęła.
Odsunąłem się na bok, aby wszyscy mogli wyjść. Czekałem spokojnie aż zostanę sam z Naomi, która niezdarnie próbowała wcisnąć do samochodu bliźniaka.
- Naomi, coś się stało? – zapytałem, chwytając za łokieć i odciągając na bok.
- Nic – rzuciła, patrząc na swoje stopy.
- Ignorujesz mnie, a w nocy...
- To nic nie znaczyło - przerwała i patrząc mi prosto w oczy, uśmiechnęła się kpiąco - Chciałam tylko sprawdzić czy dobrze całujesz.

__________________________________________________________

Witam wszystkich!
Rozdział nie zadowala mnie w 100%, ale mam nadzieję, że Wam się spodobał.

Zapraszam w niedzielę na Rozdział 1 Survive even the end of the world.

Do zobaczenia w następy piątek! :)





wtorek, 17 marca 2015

Nowy blog!


Hej wszystkim!

Nie pojawiam się z nowym rozdziałem, lecz z nowym blogiem!
Nie wiem czym mój pomysł na niego wypali, ale jestem pozytywnie nastawiona, a pomysł mi się podoba.
Jeżeli jesteście zainteresowani zapraszam Was do zakładki "Survive even the end of the world.".

Pozdrawiam, Pike Perch!