piątek, 6 lutego 2015

Rozdział 2

Luke

            Jak zwykle siedzieliśmy w moim pokoju. Michael rozłożył się na łóżku i prawdopodobnie  przysnął. Calum siedział przy biurku przeglądając na laptopie różne strony. Na kanapie stojącej pod przeciwną ścianą, co łóżko leżał Ashton wybijając pałeczkami o swoje udo jakąś melodię.
            Ile razy mogę mu powtarzać, że nie rzucimy studiów, aby rozpocząć karierę jako muzycy? Bylibyśmy okropnym zespołem.
            Zatrzasnąłem za sobą drzwi zwracając na siebie uwagę każdego nawet Mikey'ego, który patrzył na mnie z zdezorientowaną miną. 
- I jak udało ci się? - spytał Cal z dosłyszalną nadzieją w głosie. 
- Mi miało się nie udać? - odpowiedziałem mu pytaniem unosząc przy tym świstek papieru z wypisanym rządkiem cyfr oraz imieniem i nazwiskiem. 
- Widzisz? Miałem rację, że ta recepcjonistka z biura twojego ojca leci na ciebie - mruknął Ashton z uśmiechem nie przestając uderzać pałeczkami. 
Pokręciłem głową. Nie kręcą mnie laski w jej typie myślące, że sztuczny uśmiech i wydekoltowana bluzka to klucz do zdobycia faceta. 
- Mnie interesuje zachowanie tej Farell względem ciebie- powiedział sennym głosem Michael - Pierwsza laska, która cię spławiła. 
- Spławiła, ale w jak seksowny sposób - rzucił Calum zabierając mi świstek. 
Jego oczy przyleciały przez całą długość papieru i uśmiechnął się. 
- To nie jest numer tej recepcjonistki - rzucił i oddał mi karteczkę, a ja popatrzyłem na niego pytająco - Kiedyś się z nią umówiłem, więc znam jej numer. No co?
- Obrzydzasz mnie - rzekłem i przyjrzałem się imieniu wypisanemu na niej. 
            Naomi. Ładne imię pasujące do grzecznej dziewczynki, która większość czasu spędza przy książkach, a nie do dziewczyny, która pewna swojego pociągającego wyglądu potrafi odmówić mi. I do tego nazwała mnie kryminalistą. Nie rozumiem, o co jej chodziło.
            Usiadłem na brzegu łóżka. Jest nieufna i się jej nie dziwię. Po tym co przeszła? Calum wyszukał wszystkie informacje związane z jej osobą i choć było ich niewiele wiemy coś na temat wydarzenia, które musiało zniszczyć jej życie. 
- Luke, sądzisz, że podjęliśmy dobrą decyzję w związku z tą dziewczyną? - spytał Ash przerywając mój potok myśli. 
- Sam przecież powiedziałeś, że to szansa na wykazanie się przed zakończeniem tych cholernej kryminologi - odpowiedziałem. 
- No tak - mruknął - To co? Dzwonisz? 
Pokiwałem głową i z tylnej kieszeni spodni wyciągnąłem telefon. Wpisałem numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Kazałem sobie zachować spokój. Gdy już miałem się rozłączyć po drugiej stronie usłyszałem ciche halo. 
- Hej. Przepraszam, że tak późno, ale... 
- Kto mówi? - przerwała mi, a jej głos brzmiał jakby się bała.
- Nazywam się Luke Hemmings. Rozmawialiśmy przez chwilę. 
- Ach. To tylko ty - powiedziała z ulgą - Skąd masz mój numer? 
- Wytłumaczę ci innym razem. Teraz o czym innym. Razem z przyjaciółmi, którzy byli dziś w biurze mojego ojca chcielibyśmy zaproponować ci pomoc. 
- O czym ty mówisz? 
- Chcemy pomóc odnaleźć zabójcę. 
Słyszałem jakieś szepty po drugiej stronie telefonu. Ktoś musiał z nią być. 
- To miłe z waszej strony, ale wątpię żeby wam się udało - rzekła z westchnieniem. 
- Uwierz mi. Możemy, więcej niż ci się wydaje - rzuciłem z niewidocznym dla niej uśmiechem. 
- Na prawdę. Nie wiem czy to...
- Zastanów się dobrze - przerwałem jej i usłyszałem ciche warknięcie. Dosłownie. 
- Jeżeli już zdecydujesz się, aby pozwolić sobie pomóc to przyjdź jutro o dwunastej pod adres, który ci wyślę. 
- Niech będzie - rzuciła chłodno i się rozłączyła. 
            Co z nią jest nie tak? Jest inna i widać to bardzo dobrze. Chłodna, niemiła i nieugięta, nawet pod wpływem moje osoby, a zarazem urocza i seksowna, przez co jest cholernie pewna siebie. Jest silna, ale wydaje się być taka krucha pod względem swojego wyglądu. W jednej chwili przestraszona, a w następnej miażdży swoim spojrzeniem. Była taka zawsze czy zmieniła się pod wpływem złych wydarzeń? Po co ja o niej myślę? Potrząsnąłem głową chcąc wyrzucić z myśli tę dziewczynę. 
- Luke! - krzyknął Ashton, na co ja popatrzyłem na niego nieprzytomnie - I jak? 
- Nie jest pewna - odpowiedziałem i opadłem na łóżko. 
- Może na dobry początek wyślij jej adres? - mruknął rozbawiony Mikey. 
- Cholera. 
Podniosłem telefon i trzymając go nad twarzą wystukałem wiadomość, a następnie wysłałem. 
- Gdzie się z nią spotkamy? - zapytał Calum, który był aż nadmiar ciekawski. 
- Tu - odparłem. 
- Przyjdzie? - zadał kolejne pytanie. 
- Tak - odpowiedziałem mu pewny swoich słów.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- Nie przyjedzie - mruknął Michael - Myliłeś się. 
- Wcale, że nie - powiedziałem kolejny raz zerkając przez okno na ulicę. 
- Spójrz prawdzie w oczy. Kto spóźnia się dwie godziny na umówione spotkanie? - spytał czerwonowłosy unosząc brwi. 
            Już miałem mu odpowiedzieć, że Naomi jest dziewczyną, a one zawsze się spóźniają z jakichś błahych powodów, gdy zadzwonił dzwonek. Chłopaki usiedli na kanapie, a ja skierowałem się do wejścia. Wziąłem głęboki oddech i otworzyłem drzwi. 
            Osoba, którą zobaczyłem za drzwiami była powalająca. Przede mną stała niska dziewczyna z blond włosami związanymi w kucyka. Niebieska sukienka opinała górę jej ciała, a na dole rozchodziła się pokazując chude nogi. W jej oczach koloru chmury burzowej dostrzegłem rozbawienie, a usta ułożyło się w zadziorny uśmiech. Wcześniej nie mogłem jej się dobrze przyjrzeć, ale teraz owszem i muszę przyznać, że jej wygląd oszałamia. Oczywiście w dobrym znaczeniu tego słowa. 
- Chyba trochę się zaśliniłeś - rzuciła chichocząc i przeszła koło mnie wchodząc do środka. 
            Przez chwilę mogłem poczuć zapach jej fiołkowych perfum, które od tej chwili zawsze będą mi się z nią kojarzyć. Dopiero po paru sekundach dotarło do mnie, co powiedziała i ze złością trzasnąłem drzwiami. Ruszyłem w ślad za dziewczyną i widok, który zobaczyłem w salonie wcale mnie nie zdziwił. Naomi siedziała w jednym z foteli i z rozbawieniem kręciła głową, gdy moi przyjaciele wpatrywali się w nią jak w obrazek. 
- Więc jak zamierzacie udowodnić, że potraficie mi pomóc? – zapytała.
- Zebraliśmy wszystkie informacje na twój temat - powiedział Ash otrząsając się z wrażenia jakie wywarła na nim Naomi - Zadawaj pytania, a my odpowiemy ci na wszystkie. 
- Ile miałam lat, kiedy pierwszy raz zostałam zgarnięta na komisariat i dlaczego tam trafiłam? - takiego pytania się nie spodziewałem, bo nie wygląda na taką, która kiedykolwiek odwiedziła takie miejsce. 
- Szesnaście. Razem z dwójką znajomych upiliście się w z rana z okazji twoich urodzin i uciekaliście przed policjantem, któremu zabraliście czapkę. Gdyby nie to nikt nie zwróciłby na was uwagi - odpowiedział jej Cal patrząc na jakąś kartkę mrużąc oczy jak to miał w zwyczaju. 
Ciekawe. Na pierwszy rzut oka wygląda na grzeczną i ułożoną dziewczynę, a wystarczy jedynie trochę poszperać w internecie, aby dowiedzieć się, że to tylko pozory.
- No dobra - rzuciła blondynka z cieniem uśmiechu - To od czego zaczniemy?
- Czyli zgadzasz się żebyśmy ci pomogli? - wtrąciłem się. 
- Wyglądasz na bardziej inteligentnego niż jesteś - powiedziała, a ja usłyszałem jak po cichu dodaje coś o kryminalistach. Prychnąłem - Jeżeli wygrzebaliście o mnie coś takiego to wydaje mi się, że dacie radę mi pomóc. A więc? 
- Pierwsze, co zrobimy to załatwimy papiery policyjne dotyczące całej tej sprawy - rzekł Michael. 
Naomi popatrzyła na niego pytająco, a czerwonowłosy uśmiechnął się do niej filuternie. Tego się po nim spodziewałem. 
- Moja mama zajmowała się tą sprawą, więc wszystkie papiery są u niej w biurze na komisariacie - posłał jej kolejny uśmiech. 
- Twoja mama po prostu da ci te papiery? - spytał zdziwiony Ashton - Nigdy nie lubiła, gdy zabieraliśmy jakieś dokumenty, bo zazwyczaj wracały niekompletne. 
Popatrzyliśmy wszyscy wyczekująco Mikey'ego. Chłopak nie zmienił wyrazu swojej twarzy i uśmiechał się nadal. 
- Dziś w nocy za pomocą kluczy mojej mamy włamiemy się na komisariat.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
           
            Godzina dwunasta w nocy. Ziewnąłem i przyciągnąłem w siedzeniu mojego samochodu. Na tylnym siedzeniu słyszałem miarowy oddech Naomi, która zasnęła z głową na kolanach chrapiącego Caluma. 
            Gdy przyjechałem po nią razem z przyjacielem wybiegła szczęśliwa z domu, chociaż jej czarne rurki i bluza z kapturem w tym samym kolorze, co spodnie nie odzwierciedlały jej nastroju. Całą drogę opowiadała nam o swoim wysprzątanym domu, który był przyczyną jej radości. Uśmiechnąłem się pod nosem słuchając jak z entuzjazmem mówi o wyczyszczonej kanapie w kolorze musztardy. Na jej twarzy gościł uśmiech, który nie był kpiący tylko wesoły i co chwilę się śmiała.
            Radosna Naomi była charakterem podobna do rozgadanego Calum, więc nic dziwnego, że przez całą drogę rozmawiał z nią nie przerwanie, a gdy tylko zaparkowałem naprzeciwko komisariatu, przesiadł się na tył i kontynuował rozmowę z dziewczyną. 
            Mieliśmy obserwować budynek od dziewiętnastej, czyli godziny opuszczenia go przez mamę Michaela i pilnować czy nie zjawi się nagle więcej policjantów niż tych dziesięciu, którzy teraz gniją tam w środku. Niestety po jakichś trzech godzinach tamta dwójka zasnęła, a ja zostałem sam. Mikey i Ash zajęli się kluczami. Obiecali zjawić się około północy, lecz nadal ich nie ma. Czy coś poszło nie tak? 
            Wyrzuciłem z głowy ostatnie pytanie. Gdyby coś nie grało Ashton napisałby mi o tym i nie kazał nam tu siedzieć. Włączyłem radio, które od razu ściszyłem. Rozłożyłem się wygodnie na tyle, ile pozwalało mi siedzenie samochodu. Zamknąłem oczy i nuciłem cicho "Starway to Heaven" Led Zeppelin. 
- Luke śpisz? - usłyszałem ciche pytanie wypowiedziane zaspanym głosem. 
Otworzyłem oczy i już miałem spojrzeć do tyłu na Naomi, gdy zdziwiony zauważyłem ją na siedzeniu koło mnie. 
- Przecież jeszcze przed chwilą byłaś tam - powiedziałem i popatrzyłem na nią zdezorientowany. 
- Chyba potrafię na prawdę cicho się przemieszczać - rzekła posyłając mi lekki uśmiech - Kiedy przyjdzie Michael i Ashton?
- Nie wiem - odpowiedziałem jej - Nie dzwonili i nie pisali. 
Zauważyłem, że dziewczyna zmarkotniała. Spuściła głowę i podciągając kolana pod brodę oparła się bokiem ciała o oparcie fotelu. 
- To się nie uda - szepnęła. 
- Uda się - rzuciłem. 
Skąd to wiedziałem? Stąd, że to nie pierwszy raz jak mamy w ten sposób załatwić sobie jakieś dokumenty. Mama Mikey'ego przestała z nami współpracować po tym jak zgubiliśmy chyba jakieś sześć razy pod rząd jakieś arkusze papierów. 
Naomi mruknęła coś pod nosem i jeżeli słuch mnie nie myli to znów było coś o kryminalistach. 
- O co ci chodzi? - spytałem. Dziewczyna popatrzyła na mnie pytająco ze zdziwieniem na twarzy - Nazywasz nas kryminalistami. 
- Pewnie dlatego, że, gdy zobaczyłam was w biurze pierwsza myśl jaka pojawiła mi się w głowie to "Co w biurze detektywa robi czwórka nastoletnich kryminalistów?" - odpowiedziała, a wyczułem sarkazm w jej głosie. 
No i powróciła Naomi, której zdecydowanie nie polubiłem. Blondynka oparła czoło na kolanach tak, że długie włosy zasłoniły jej twarz. 
            Odwróciłem wzrok od dziewczyny i ponownie wyciągnąłem się na fotelu krzyżując ręce. Zamknąłem oczy i wsłuchałem się w muzykę. Usłyszałem od Naomi coś w stylu "lubię tę piosenkę", gdy w radiu puścili "Im still here" The Goo Goo Dollsów. Zerknąłem na nią, lecz ona nadal pozostała w tej samej pozycji tyle, że jej oddech stał się urywany. 
- Palisz? - spytała nie podnosząc głowy. 
Zdziwiło mnie jej pytanie, bo nie miało jakiegoś szczególnego znaczenia w tej sytuacji. 
- Można tak powiedzieć - odpowiedziałem patrząc na nią uważnie. 
- Mogę jednego? - zadała kolejne pytanie wyciągając przed siebie dłoń. 
Nie odpowiedziałem tylko wyciągnąłem z zagłębienia w drzwiczkach paczkę oraz zapalniczkę i położyłem jej na dłoni. 
            Dziewczyna bez słowa wyszła z samochodu nadal nie podnosząc głowy. Co jej się stało? Patrzyłem jak oddala się kawałek i siada na ławce jakieś dziesięć metrów od mojego auta. Wysiadłem i ruszyłem w stronę blondynki. Siedziała z podciągniętymi kolanami i nerwowym ruchem próbowała podpalić papierosa. Zabrałem jej zapalniczkę i zrobiłem to za nią. Zamknęła oczy i zaciągnęła się głęboko, a następnie wypuściła chmurę dymu. Poszedłem w jej ślady i po chwili w ciszy siedząc koło siebie paliliśmy. Spoglądałem na nią ukradkiem i zauważyłem, to co chciała ukryć. Jej oczy błyszczały nienaturalnie, a policzki lśniły w miejscach, gdzie został mokry ślad po łzach. Płakała, ale dlaczego? 
- Co się stało? - spytałam próbując przybrać niedbały ton głosu, chociaż byłem ciekawski, co nagle wpłynęło tak diametralnie na nastrój dziewczyny. 
- The Goo Goo Dolls i ta piosenka - rzekła po chwili - Tata kochał i to, i to. 
Nie powiedziałem nic, bo wiedziałem, że głupie współczuję jest bez sensu, więc pozostawiłem słowa Naomi bez komentarza. Skończyliśmy palić, a ona już ponownie się uśmiechała. Jej zmiana nastrojów jest zaskakująca.
- Wracajmy do samochodu. Chłodno jest. 
Wzruszyłem ramionami i wstałem z ławki. W połowie drogi zauważyłem dwie osoby kierujące się w stronę samochodu. W słabym świetle latarni ulicznej dostrzegłem czerwone włosy  i już wiedziałem kto się zbliża. 
- Spóźniliście się - rzuciłem opierając się o maskę samochodu, na której po chwili siedziała Naomi. 
- Witam przystojniaków - przywitała się blondynka. 
- Hej piękna - powiedział Michael przywołując na twarz nonszalancki uśmiech. 
- Cześć mała - dodał od siebie Ashton, który już otwierał drzwiczki od tylnych miejsc. 
           Podczas naszej dzisiejszej rozmowy Naomi w pewnym sensie przekonała się do chłopaków, a oni szczerze ją polubili pomimo gorszej strony charakteru jaką im zaprezentowała.
Przez szybę zobaczyłem jak Ash uderza Caluma w brzuch, na co ten jęknął z bólu. 
- Jaki plan? - zapytał Mikey, który patrzył na mnie wyczekująco. 
- Cal zostaje tutaj, aby mieć oko na wszystko, co się tutaj dziej i żeby niczego nie schrzanił. 
- Ej! - przerwał mi brunet, który wylazł z samochodu. 
- My idziemy razem - kontynuowałem ignorując protesty przyjaciela - Naomi pomoże wybrać nam wszystkie dokumenty. Ashton będziesz pilnować w środku żeby nikt nas nie nakrył, a my będziemy przeszukiwać biuro twojej mamy. 
            Każdy oprócz Caluma, który wyglądał na obrażonego pokiwał głową na znak, że zrozumiał. 
Ruszyliśmy w stronę ciemnego zaułku między komisariatem, a jakimś sklepem. Stanęliśmy przed drzwiami ewakuacyjnymi, które Michael otworzył za pomocą jednego z kluczyków. Weszliśmy po cichu i skierowaliśmy się po schodach na trzecie piętro. Nasza trójka była pewna siebie, lecz w ruchach Naomi pomimo, że cichych widziałem wahanie. Gdzie podziała się jej pewność siebie? 
Zatrzymaliśmy się na chwilę na klatce schodowej, gdzie znajdowały się drzwi na korytarz. Ashton uchylił je lekko i przez chwilę nasłuchiwał. Machnął dłonią na znak, że jest czysto. Pociągnąłem Naomi za rękę i oddzieliliśmy się od Asha. Michael wybrał szybko kolejny klucz i otworzył drzwi z tabliczką oznajmującą, że właśnie tu znajduje się biuro szefowej wydziału zabójstw i zaginięć.
            Przeszedłem przez próg jako pierwszy i o mało, co nie wpadłem na biurko. Pomieszczenie oświetlały jedynie wątłe promienie księżyca.
- Szukamy wszystkiego, co związane z piątym styczniem, Jamesem Farellem oraz Charlotte Farell bądź Conway - poleciła Naomi. 
Pokiwałem głową i otworzyłem pierwszą szufladę. Świecąc telefonem przeglądałem nagłówki każdej teczki. Nic. Kolejna szuflada. Znów nic. Słyszałem za sobą szelest papieru, który wydawał mi się w tej sytuacji na prawdę głośny. Próbowałem go zignorować, ale z sekundy na sekundę wydawał się być co raz głośniejszy. Trafiłem w końcu na dokumenty związane z dniem morderstwa. Wyciągnąłem je na wierzch i odłożyłem na bok. Szepnąłem reszcie, że znalazłem. Po chwili Naomi powiedziała, że znalazła swoje papiery, a po chwili dodała, że ma także dokumenty swojej mamy. Michael odłożył na bok już jakieś pięć teczek, a przy wyciąganiu szóstej mruknął, że to papier Jamesa Farella. Zebrałem wszystko do kupy, a mało tego nie było, bo Naomi też odłożyła parę teczek i skierowałem się do wyjścia.
            Zawahałem się przed otwarciem drzwi. Uchyliłem je i nasłuchiwałem. Ktoś szedł. Machnąłem do Michaela, a on rozumiejąc mój znak. Złapał Naomi i schował się razem z nią za biurkiem. Zamknąłem z powrotem drzwi i kucnęłam nisko, aby osoba przechodząca nie zauważyła mnie przez szybę w drzwiach. Wyraźnie słyszałem kroki, a gdy jeden z policjantów zatrzymał się tuż koło biura, wstrzymałem oddech. Miałem wrażenie, że będzie chciał tu wejść, ale w ostatniej chwili ruszył dalej. Policzyłem do dziesięciu i wypuściłem powietrze z cichym sykiem.
- Droga wolna – szepnąłem i podniosłem się z podłogi.
Po chwili oczekiwania za biurka wyłoniła się Naomi, która otrzepywała kolana, a tuż za nią Michael. Wychyliłem głowę na korytarz i rozejrzałem się dookoła. Cisza. Wyszedłem, ściskając mocno teczki, a za mną dziewczyna. Mikey zamknął za sobą drzwi na klucz i ruszyliśmy w stronę schodów. 
- Stać! - usłyszałem krzyk i ujrzałem na końcu korytarza mężczyznę. 
- Ruszajcie się - pośpieszyłem dwójkę za sobą. 
Wpadłem na klatkę i zbiegłem  po schodach mając przed oczami Ashtona, który pokonywał kilka schodków na raz. Za nami ciągle ktoś krzyczał, więc jedynie przyśpieszyliśmy. Wybiegliśmy na zewnątrz i poczułem jak chłodne powietrze owiewa moje rozgrzane ciało. Mikey zatrzasnął za nami drzwi i pośpiesznie zakluczył. Ktoś uderzył pięścią o nie i coś krzyknął, ale nie usłyszałem tego, bo już biegliśmy w stronę samochodu. Za naszymi plecami rozległ się alarm
- Miałeś rację udało się - powiedziała Naomi, gdy wsiadaliśmy do samochodu.
            Jej twarz rozjaśniał uśmiech, więc mimowolnie sam się uśmiechnąłem wsiadając na miejsce kierowcy i odpalając samochód. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

- Michael twoja mama na pewno się nie obudzi i nie wpadnie do twojego pokoju? -  zapytał Ashton po raz setny. 
- Nie – warknął chłopak zdenerwowany tym ciągle powtarzającym się pytaniem. 
Jakieś pół godziny temu odwieźliśmy Naomi do domu, a teraz siedzimy w salonie Cliffordów przeglądając wszystkie wykradzione dokumenty. Okazało się, że Michael razem z Naomi wyciągnęli też teczki osób, przy których nazwiskach była data morderstwa oraz napis powiązane. 
- Chłopaki - zaczął Calum - Wiecie, że była trzecia ofiara tego dnia i ona przeżyła? 
- To mamy jakieś ślad - mruknąłem - Znajdziemy ją i z nią porozmawiamy. 
- Luke, ale my już z nią rozmawialiśmy - powiedział Cal marszcząc brwi przy czytaniu kolejnej notatki. 
Popatrzył na mnie smutno, a moja miną zrzedła. 
- Tą osobą była Naomi.
- Nic nam nie powiedziała – rzuciłem czując złość narastającą we mnie z powodu braku szczerości ze strony dziewczyny – Ani słowa.
- Uspokój się – warknął Calum.
Nigdy nie używał takie tonu głosu i ciężko go wyprowadzić z równowagi, a na właśnie takiego teraz wyglądał.
- Miała ku temu powód – rzucił i wyciągnął przed siebie dłoń, w której trzymał zdjęcie.
Fotografia przedstawiała zaszytą ranę ciągnącą się od żeber z lewej strony aż po prawe biodro. Poczułem się głupio. Calum patrzył na mnie z pogardą, a ja nie wiedziałem, co powiedzieć. Wybawiał mnie dźwięk przychodzącego połączenia. Uradowany wyciągnąłem telefon z kieszeni i spojrzałem na ekran. Naomi. Czego ona chce ode mnie? Odebrałem szybko, lecz nie dane było mi nic powiedzieć, bo po drugiej stronie usłyszałem dźwięk tłukącego się szkła.
- Luke ktoś jest u mnie w domu - usłyszałem jej cichy i dążący głos. 

___________________________________________________________

Witam Was!
Rozdział drugi z perspektywy Luke'a, co wy na to?

Jedna sprawa. 
Mianowicie byłabym wdzięczna za wszelkie uwagi, co do mojego pisania. Są bardzo pomocne.

Do następnego piątku :)

piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 1

Naomi

Obudziła mnie nagła potrzeba kichnięcia. Usiadłam i przycisnęłam skrzydełka nosa. Nie chciałam żeby cokolwiek się z niego wydostało. Powietrze naparło na nozdrza i po chwili już mogłam odetchnąć. Usiadłam przyciągając się leniwie i poczułam dezorientację. To nie był mój pokój w domu babci tylko salon w moim domu…
Westchnęłam i zwlokłam się z kanapy, na której wczoraj zasnęłam. Podeszłam do walizki i zaczęłam ją ciągnąć za sobą na piętro. Wchodząc po schodach słyszałam ciche skrzypnięcia desek. Nie było tu nikogo pół roku, a dom już potrzebuje porządnej odnowy. Stanęłam na piętrze, gdzie znajdowały się trzy sypialnie i łazienka. Podążałam do ostatnich drzwi.
Nacisnęłam klamkę i lekko je pchnęłam. Tęskniłam za swoim pokojem i pomimo całego bałaganu jaki tu panuje nadal uważam, że jest on wspaniały. Okno z szerokim parapetem przerobionym na małą kanapę było teraz zasłonięte. Sporych rozmiarów, drewniane łóżko ciągnące się przez pół ściany połączone było z komodą wbudowaną pod nim. Biała szafa i biurko w tym samym kolorze stało tuż przy wejściu. Całość dopełnia niezliczona ilość powieszonych półek z książkami. Zawsze uważałam, że jest to pokój moich marzeń. Podeszłam do okna i podwinęłam rolety, a następnie je uchyliłam. Mieszkaliśmy na przedmieściach, więc już z mojego okna widziałam fragment morza.
Wróciłam do walizki, która po otworzeniu wypluła z siebie masę ubrań. Wyciągnęłam z niej czarną spódniczkę i luźną, białą koszulkę z koronkowymi wstawkami na ramionach. Zestaw idealny na poważne spotkanie, a przynajmniej tak mi się wydaje. Wyszłam z pokoju biorąc ze sobą ubrania i kosmetyczkę, którą jakimś cudem znalazłam w tej walizce i przeszłam przez drzwi obok. Zaskoczył mnie stan mojej niewielkiej łazienki. Było tu czysto, nie licząc małej warstwy kurzu na lustrze i blacie wokół umywalki. Przetarłam dłonią gładką powierzchnię, aby ujrzeć swoje odbicie.
Przeraziłam się. Znowu płakałam przez sen chociaż nie byłam tego świadoma. Nie pamiętam, co mi się śniło, ale mogę zgadywać, że to był ten sam koszmar, co zwykle.
Otworzyłam szafkę znajdującą się pod blatem i wyciągnęłam z niej ręczniki, które następnie powiesiłam na wieszakach koło prysznica. Były czyste i nie śmierdziały. Rozebrałam się z wczorajszych ubrań i weszłam pod prysznic. Miałam szczęście, że babcia załatwiła żeby włączyli mi wodę i prąd. Ciepły strumień oraz duża ilość płynu i szamponu zmyły ze mnie brud podróży do Sydney oraz kurz mojego domu. Wytarłam całe ciało i ubrała się w czyste ubrania, a włosy wysuszyłam. Umyłam dokładnie zęby i zrobiłam delikatny makijaż. Wyszłam z łazienki szczotkując włosy. W pokoju wyciągnęłam czarną torebkę, której nie wiem czemu, nie zabrałam ze sobą. Wrzuciłam do niej wszystkie potrzebne rzeczy i zbiegła na dół dzwoniąc po taksówkę. Założyłam na nogi czarne vansy i wychodząc zamknęłam za sobą drzwi na klucz.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

            Zapłaciłam taksówkarzowi i wysiadłam przed czteropiętrowym budynkiem ze ścianami z lustra weneckiego. Dobry pomysł jeżeli chce się obserwować ludzi na zewnątrz tak, żeby oni nie wiedzieli o tym. Cały gmach należał do grupy detektywistycznej Charlesa Hemmingsa, najbardziej cenionego detektywa w całym Sydney, a nawet całej Australii. Pewnym krokiem podążyłam w stronę wejścia. Pchnęłam przezroczyste skrzydło drzwi i weszłam do klimatyzowanego hola. Rozejrzałam się dookoła. Telewizor na niskiej szafce otoczony czarnymi kanapami do kompletu z stolikiem kawowym, a naprzeciwko tego recepcja. Skierowałam się w stronę przeciwną niż ta, po której znajdowała się poczekalnia. Zza drzwi wyszła wysoka i szczupła blondynka o miłym uśmiechu.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc?
- Dzień dobry – odparłam – Zostałam umówiona na spotkanie z panem Hemmingsem.
- Nazwisko?
- Farell.
Recepcjonistka przez chwilę wpatrywała się skupiona ekran komputera mrużąc oczy, co może oznaczać, że ma problemy ze wzrokiem. Podniosła głowę i ponownie przywołała na twarz swój uśmiech, który teraz wydawał mi się nienaturalny i wymuszony.
- Pierwsze piętro, drzwi na końcu korytarza – poinstruowała mnie.
- Dziękuję – mruknęłam i oddaliłam się.
            Postanowiłam skorzystać ze schodów. Weszłam pośpiesznie chcąc już wiedzieć, jak będzie wyglądać śledztwo. Przeszłam korytarz w pary krokach i stanęłam przed drzwiami z ciemnego drewna. Poprawiłam szybko spódnicę i zapukałam. Usłyszałam jak rozmowy w pomieszczeniu ustają, a następnie męski głos zapraszający do środka. Otworzyła drzwi. Wchodząc do środka zdziwił mnie widok czterech chłopaków, którzy wyglądali jak nastoletni kryminaliści i siedzieli rozłożeni na kanapie pod szklaną ścianą. Ubrania nietypowe jak na klimat jaki panuje w Australii. Obcisłe czarne, poszarpane spodnie i koszulki z nadrukami zespołów. Przejechałam bacznie wzrokiem po każdym z nich. Zmierzwione, czerwone włosy, cera blada jak u Isabell i kolczyk w brwi. Średniej długości, brązowe loczki i małe dołeczki w policzkach widoczne nawet przy tej poważnej minie. Karnacja ciemniejsza od reszty, czarne włosy z jasnymi pasemkami na grzywce i drgające kąciki ust oznaczające powstrzymywanie uśmiechu. Na ostatnim chłopaku mój wzrok zatrzymał się dłużej. Blond włosy postawione do góry, błękitne oczy wpatrujące się we mnie intensywnie, zainteresowanie bardzo widoczne wymalowane na twarzy i kolczyk w wardze. Nie spuszczając spojrzenia z całej czwórki podeszłam do biurka ze stosem uporządkowanych papierów i usiadłam na obitym czarną skórą krześle. Mężczyzna po drugiej stronie blatu wyglądał na maksymalnie trzydzieści lat z tą cerą bez zmarszczek i jasnymi włosami opadającymi na czoło, gdy w rzeczywistości dochodził do czterdziestki.
- Witam. Nazywam Naomi Farell  i przyszłam do pana z pewną sprawą.
- Dzień dobry. Zamieniam się w słuch Naomi – rzekł mężczyzna, a ja skrzywiłam się lekko słysząc, że nazwał mnie po imieniu. Wiedziałam już, że nie traktuje mnie poważnie.
- Pół roku temu moi rodzice zostali zamordowani. Sprawcy nie znaleźno…
- Ile masz lat? – przerwał mi Hemmings.
- Osiemnaście –odpowiedziałam chłodno – Mogę dokończyć to, co zaczęłam?
- Nie musisz – rzucił.
- Bierze pan to zlecenie? – spytałam, a moje serce zabiło szybciej z podekscytowania.
- Oczywiście, że nie – odparł mi z rozbawieniem.
Wszystko się zatrzymało. Serce, które tłukło się przez chwilę jak oszalałe w mojej piersi, zamarło. Otworzyłam szeroko oczy. Czy ja się przesłyszałam?
- Co? – wydukałam.
- To, co słyszałaś. Nie wezmę tego zlecenia. Jesteś młoda i powinnaś się bawić, a nie zaprzątać sobie głowę nierozwiązaną sprawą i marnować mój czas. Daruj sobie te poszukiwania mające na celu zemstę…
- Nie – tym razem to ja mu przerwałam – Nie będziesz mi mówił, co mam robić. I już nie potrzebuję twojej pomoc. Nie martw się. Zadbam o to, aby opinia na twój temat diametralnie się zmieniła.
Wstałam gwałtownie z miejsca i zaciskając dłonie w pięści wyszłam z pomieszczenia, a następnie z budynku. Wyciągnęłam z torebki telefon i napisałam smsa.

Do Isabell:
Hej. Jak będziesz jechać z Davidem do mnie to zróbcie mi zakupy?

            Nie musiałam czekać długo na odpowiedź, w której Isabell zgadza się wypełnić moją prośbę.
Byłam zła. Bardzo zła. Czułam jak wszystko się we mnie gotuje. Jak on mógł mnie tak potraktować? I jeszcze tamci chłopacy, którzy patrzyli się na wszystko. To takie nieprofesjonalne, że przy takiej rozmowie pozwolić, aby czwórka nastolatków siedziała i przysłuchiwała się wszystkiemu.
            Miałam właśnie zadzwonić po taksówkę, gdy ktoś chwycił mnie za ramię. Odwróciła się i ujrzałam te błękitne tęczówki. 
- Przepraszam za mojego ojca. Potrafi być niezłym palantem - powiedział przerywając milczenie. 
- Palant to mało powiedziane -  prychnęłam - Przepraszam, ale muszę iść. 
- Dasz mi swój numer? - spytał nagle blondyn. 
Uśmiechnęłam się do niego tym typowym dla siebie uśmieszkiem, który wykorzystywałam, gdy chciałam poderwać jakiegoś chłopaka. Podeszłam do niego zmniejszając dystans pomiędzy nami do kilku centymetrów. Blondyn patrzył na mnie z czymś w stylu nadziei wymieszanej z podekscytowaniem. Stanęłam na palcach i zbliżyłam swoje usta do jego ucha. 
- Nie umawiam się z kryminalistami - szepnęłam i widząc ogłupiałam minę chłopaka odeszłam z satysfakcją.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

            Wracanie na piechotę z centrum Sydney na jego przedmieścia nie było dobrym pomysłem.   Gorąc popołudnia dawał się we znaki. Złość jaką czułam wychodząc z biura Hemmingsa nadal nie znikła jedynie trochę zelżała, a fakt, że dałam kosza jego synalkowi nadal napawał mnie dumą. Może to i dobrze, że to zrobiłam, bo pomimo jak cholernie był przystojny nie zdziwiłabym się, gdyby okazał się takim idiotą jak jego ojciec. To, że jestem młodą nie znaczy, że nie może mi pomóc. Tu nie chodzi o jakąś zemstę tylko chęć poznania prawdy. Prawdy, która dałaby mi jakiś względny spokój i odsiadkę w więzieniu dla tego bezlitosnego mordercy. Złość zaczęła narastać ponownie dając mi więcej siły na dalszy powrót do domu.
            Rozejrzałam się po okolicy i zaskoczona stwierdziłam, że dwie ulice dalej znajduje się mój dom. Kątem oka dostrzegłam jak czarny samochód z przyciemnionymi szybami zwalnia po drugiej stronie ulicy i jedzie w tempie moich kroków. Odwróciłam wzrok w jego stronę chcąc mu się przyjrzeć. Auto nie zatrzymało się, lecz dalej jechało koło mnie. Mimo woli przyspieszyłam nie zwracając uwagi na palący ból mięśni. Zerkałam, co chwilę za siebie chcąc sprawdzić czy samochód dalej za mną jedzie. Jechał ciągle i nawet przyśpieszył, gdy zerwałam się do biegu widząc swój dom. Wpadłam na podwórko dysząc ciężko, a następnie nerwowym ruchem otworzyłam kluczem drzwi i weszłam do środka. Zakluczyłam je za sobą patrząc przez wizjer na ulicę. Samochód zatrzymał się naprzeciwko domu, aby po chwili z piskiem opon ruszyć dalej. Serce biło mi jak oszalałe. Oddychałam ciężko nie mogąc się uspokoić. Co to do cholery miało być? Zsunęłam się po ścianie na podłogę. Pochyliłam głowę i spróbowałam uspokoić oddech oraz myśli. Nie podoba mi się to ani trochę. Wygrzebałam z torebki telefon i wybrałam numer Isabell. 
- Hej - usłyszałam radosny głos przyjaciółki. 
- Przyjedzcie do mnie jak najszybciej. 
- Naomi, co się stało? - spytała poważniejąc nagle. 
- Jak przyjedziecie to wam powiem i nie zapomnijcie o zakupach - rzuciłam i rozłączyłam się chcąc uniknąć dalszych pytań. 
            Podniosłam się z podłogi i ruszyłam do swojego pokoju. Nie mogłam zapomnieć o dziwnej sytuacji i zdecydowałam, że potrzebuję czegoś na uspokojenie. Przebrałam się w jakieś luźne dresy i za dużą koszulkę, które znalazłam na dnie szafy. Zbiegłam z powrotem na dół i skierowałam się do kuchni. Widząc kurz zalegający na blacie wyjęłam z szuflady pierwszą lepszą ścierkę i przetarłam nią wszystkie powierzchnie. Po wyczyszczeniu stołu wrzuciłam szmatkę do zlewu żeby zaległa tam na parę najbliższych dni. Wzięłam czajnik i napełniłam go do połowy, a następnie wstawiłam na podgrzewacz. Odsunęłam krzesło od stoły i usiadłam na nim. Uderzałam palcami o udo wsłuchując się w bulgotanie wody. Pisnęłam cicho, gdy czajnik kliknął. Skarciłam się w myślach za swoją głupotę. Wstałam, a z moich ust wydobył się cichy jęk spowodowany palącym bólem w łydkach. Otworzyłam jedną z wiszących szafek i wyciągnęłam kubek, który jako pierwszy wpadł mi do ręki. Spojrzałam na niego i delikatnie odstawiłam na miejsce. Uśmiechnęłam się smutno podczas wyciągania innego. Tato nie pozwalał pić nikomu ze swojego kubka. Niech pozostanie tak jak chciał. Wrzuciłam torebkę z czarną herbatą do kremowego, wysokiego kubka i zalałam ją wrzątkiem. Nie zwracając uwagi na temperaturę wody napiłam się łyka. Fala gorąca przetoczyła się po moim przełyku. Usiadła z powrotem na krześle i rozkoszowałam się parzącym oraz gorzkim napojem.
            Usłyszałam dzwonek do drzwi. Odstawiła herbatę na stół i ruszyłam w stronę wejścia. Zerknęłam przez wizjer i widząc znajome mi osoby odetchnęłam. Do środka wpadła Isabell z poważną miną, a za nią David, który wyglądał na przyjętego. Zignorowałam przyjaciółkę i rzuciłam się na szyję bruneta. Chłopak objął mnie pasie przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie.
            Tęskniłam za jego zmierzwionymi ciemnymi włosami i za tymi przenikliwie zielonymi oczami, które zmuszają do prawdomówności. Nasza dwunastoletnia znajomość poskutkowała bezgranicznym zaufaniem do siebie i nadopiekuńczością przyjaciela względem mnie. Traktował mnie jak młodszą siostrę, którą ma za zadanie ochraniać, co mi pasowało, bo przy nim czułam się naprawdę bezpieczna.
- Dobrze cię widzieć młoda - szepnął David. 
- Ciebie też - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem. 
- Skończyliście już z tymi czułostkami? - spytała Izzy, na co odsunęliśmy się od siebie i wydaliśmy dźwięk obrzydzenia. 
- Twoje zakupy - dodała po chwili wręczając mi ciężką torbę z produktami spożywczymi. 
Posłałam jej wdzięczny uśmiech i skierowałam się do kuchni. Zaczęłam wykładać wszystko na blat. Usłyszałam za sobą odsuwanie krzesła od stołu. Po mojej prawej pojawił się David biorący się za pomoc w rozpakowaniu. Nie musiałam mu mówić, gdzie, co trzeba schować, bo bardzo dobrze zna rozkład miejsc poszczególnych produktów. Często miałam wrażenie, że zna ten dom i każdy jego zakamarek lepiej ode mnie. 
- Więc, co takiego się stało, że kazałaś nam przyjechać wcześniej? - spytała nagle Izzy. 
Przerwała wykonywaną czynność i odwróciłam się w jej stronę opierając się plecami o blat. Zaczęłam opowiadać o wizycie w biurze Hemmingsa oraz o dziwnej sytuacji podczas powrotu do domu. Isabell wyglądała na lekko przestraszoną, a David zdenerwował się, na co wskazywały jego gwałtowne ruchy podczas otwierania szafek. 
- To dziwne - wykrztusiła w końcu z siebie Izzy - Już pomińmy całego Hemmingsa, bo to to nic, ale ten samochód. Może to przypadek?
- Nie - rzucił chłopak - Ten ktoś chciał ci się przyjrzeć. Pamiętasz rejestrację?
- Nie zwróciłam na to uwagi – westchnęłam - Chciałam jak najszybciej być w domu. 
- Teraz wie gdzie mieszkasz - powiedział David chowając ostatni jogurt do lodówki i tym samym wyręczając mnie w rozpakowywani zakupów. 
Słysząc jego słowa zamarłam. Mogę przysiąc, że zbladłam, bo Isabell wzięła mnie za rękę i posadziła na krześle, na którym chwilę wcześniej siedziała, a sama usiadła obok nie puszczając mojej dłoni. 
- Jestem idiotką - mruknęłam. 
- Wcale, że nie - rzuciła przyjaciółka - Zachowałaś się jak każda inna osoba, która znalazłaby się w takiej sytuacji. 
Puściłam delikatną dłoń brunetki i opierając łokcie na stole schowałam twarz w dłoniach. Po co, do cholery jasnej, ktoś chciałby mi się przyglądać? Wróciłam do Sydney, aby dostać odpowiedź na dręczące mnie pytania, a tych pytań pojawia się co raz więcej. 
- Zostaniecie dziś na noc? - spytałam cicho. 
- Jasne młoda. Prawda Izzy? 
- Tak! - pisnął dziewczyna potwierdzając swoje słowa energicznym kiwaniem głową - Czyli noc filmowa i pizza? Jak za dawnych czasów za nim ktoś postanowił iść na studia i przestał mieć dla nas czas? 
- Auć - syknął David, gdy oberwał łokciem w żebra od Isabell. 
- Dzięki - powiedziałam ze słabym uśmiechem. 
Zrobiło mi się lżej na sercu, gdy się zgodzili. W towarzystwie tej dwójki mogłam czuć się bezpiecznie. 
- Co ty na to żebyśmy zajęli się sprawą domu? 
- Ym, okey. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

            Na dworze powoli się ściemniało, a my po długich poszukiwaniach znaleźliśmy ekipę sprzątającą i umówiliśmy się z nimi na jutro. W końcu będzie tu porządek. Zadowolona siedziałam na zakurzonej kanapie z Davidem i Isabell, którzy kłócili się o film. 
- Koszmar z ulicy wiązów! - krzyknął David. 
- Nie! - zaprotestował Izzy - 51 pierwszych randek! 
Zawsze tak było z tą dwójką. Kłócili się o najmniejsze błahostki i potrafili nie odzywać się do siebie tygodniami. Pokręciłam głową słuchając jak zaczynają się przezywać i sięgnęłam po kolejny kawałek pizzy. Zaczęłam ściągać cebulę i resztę składników pozostawiając samą szynkę. 
- Czy ty zawsze musisz to robić? - jęknęła brunetka. 
- Owszem - odparłam - A czy wy zawsze musicie się kłócić? 
- Tak jeżeli ten idiota ma taki słaby gust, co do filmów. 
- Wypraszam to sobie laluniu - warknął David. 
- Już spokojnie - powiedziałam widząc jak dłonie Izzy zaciskają się w pięści - Obejrzymy Thora i po sprawie. 
            Obydwoje zaczęli protestować, lecz ja nie słuchając ich włączyłam na telewizorze nagrany dawno temu film. To chyba dwudziesty raz, gdy go oglądamy, ale mi podoba się za każdym razem. Rozsiadłam się wygodnie opierając plecy o ramię Davida, a nogi stopy kładąc na wyciągniętych nogach Isabell. Zaczęłam jeść ”oczyszczony” kawałek pizzy. Czując smak innych zdjętych składników skrzywiłam się po raz kolejny. Nigdy więcej nie pozwolę zamawiać im pizzy.
            W momencie, gdy przełknęłam ostatni gryz ciasta zadzwonił mój telefon. Sięgnęłam po urządzenie leżące na stole i spojrzałam na wyświetlacz. Wciągnęłam powietrze z sykiem.
- Co jest? – zapytał David nie odwracając wzroku od telewizora.
- Ktoś dzwoni – rzuciłam – Numer nieznany.
- Nie odbieraj – pisnęła Izzy – Co jeżeli dzwoni ten ktoś z samochodu.
Popatrzyłam na nich i poczułam jak skręca mi się żołądek. Chyba się boję. Naciskając zieloną słuchawkę przyłożyłam telefon do twarzy.
- Halo – szepnęłam ignorując fakt, że mój głos brzmiał na zlękniony.

___________________________________________________________

Witam wszystkich!
I mamy pierwszy rozdział, w którym już coś zaczyna się dziać.
Życzę Wam miłego dni :)

 Zapraszam Was do zakładki "Wasze blogi".
Właśnie w tej zakładce w komentarzu możecie zostawić link do swojego bloga oraz krótki opis.
Zajrzę do ciebie na pewno.



piątek, 23 stycznia 2015

Prolog

           Słońce prawie znikło za horyzontem, ale temperatura nadal sięgała powyżej trzydziestu stopni. Upalny koniec czerwca to norma w Australii. Idąc szybkim krokiem przez zatłoczony peron ciągnęłam za sobą ogromnych rozmiarów walizkę. Usiadłam zniesmaczona na brudnej ławce, gdy w kieszeni moich czarnych spodenek rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Wyciągnęłam urządzenie, a na ekranie ujrzałam połączenie przychodzące od babci. Już piąte w ciągu godziny.

Czy ta kobieta da mi święty spokój?

            Westchnęłam, a następnie niechętnie odebrałam. Po drugiej stronie telefonu usłyszałam zatroskany głos babci.

- Naomi, skarbie, jesteś już na miejscu? Czy Isabell przyjechała po ciebie?

- Kobieto spokojnie – zaczęłam – Przed chwilą wysiadłam z pociągu, więc nie wiem czy Izzy…

Urwałam, gdy usłyszałam jak ktoś wykrzykuje moje imię. Rozejrzałam się dookoła, aż w końcu mój wzrok spoczął na niskiej i bladej dziewczynie przeciskającej się przez tłum. Poderwałam się z miejsca, aby lepiej widzieć. Jej ciemne, lekko kręcone włosy podskakiwały przy każdym stawianym przez nią kroku. Na zmianę machała mi i torowała sobie łokciami przejście, piorunując wzrokiem każdą osobę, która zaszła jej drogę. Dziewczyna przepchała się przez ostatni rząd tłumu i stanęła naprzeciwko mnie. Przyjrzałam jej się uważnie. Prawie się nie zmieniła chociaż Isabell, która właśnie idzie w moją stronę jest uśmiechnięta i ma pogodny wyraz twarzy, co było u niej rzadkością przed moim wyjazdem oraz nie jest ubrana w jakieś czarne ciuchy tylko zwiewną, białą koszulkę i bordową spódniczkę. Będąc prawie przy mnie brunetka pisnęła zwracając na siebie uwagę ludzi, którzy posłali jej zirytowane spojrzenia i z impetem rzuciła mi się na szyję. Stęknęłam pod ciężarem jej ciała.

- Tak się cieszę, że wróciłaś – powiedziała Isabell, a fakt, że jest niewiele niższa ode mnie, co nie oznacza, że zaliczam się do osób wysokich, pozwolił jej na schowanie twarzy w moje rozpuszczone, blond włosy.
- Nie było mnie tylko sześć miesięcy – rzuciłam śmiejąc się pod nosem i obejmując ją mocno.

- O sześć miesięcy za długo! – krzyknęła oburzona Izzy.

Uśmiechnęłam się szeroko, a gdy udało mi się ją od siebie odsunąć, ponownie przycisnęła telefon do twarzy.

- Babciu, Isabell już jest. Nie masz się, o co martwić.

- Co do tego nie byłabym taka pewna – rzekła rozbawiona – Pamiętasz adres?

- Jakbym mogła zapomnieć. Mieszkałam tam prawie osiemnaście lat.
- Przepraszam – powiedziała szybko – No dobra skończmy tę rozmowę i idź już. Nie pozwól tej dziewczynie czekać na siebie.

- Dobrze. Dziękuję za wszystko i będę tęsknić.
- Nie rozczulaj się. Bądź prawdziwą babą – rzekła pewnie kobieta, choć w jej głosie usłyszałam nutkę smutku – Kocham cię i uważaj na siebie.

- Ja ciebie też. Pa, staruszko.

- Pa, skarbie – odpowiedziała mi ze śmiechem babcia.

Rozłączyłam się i schowałam telefon z powrotem do kieszeni. Spojrzałam na Isabell i skinęłam głową na znak, że wszystko gra. Chwyciłam rączkę walizki, a następnie wzięłam pod rękę brunetkę.

- To co? Idziemy? – spytałam.

- Jasne – odparła z uśmiechem dziewczyna.


……………………………………………………………………………….......

           
 Całą drogę do mojego domu spędziłam słuchając trajkotania Isabell. Skąd u niej tyle entuzjazmu? Przed moim wyjazdem była zamknięta w sobie, a teraz gada i gada aż głowa boli. Pomasowałam skronie chcąc odgonić lekkie łupani rozchodzące się wewnątrz czaszki.

- Jesteśmy – rzuciła Izzy przerywając swój potok słów.

            Wyjrzałam przez otwarte okno samochodu. Moim oczom ukazał się jednopiętrowy, pomalowany na biały kolor, który zdążył już zszarzeć, dom. Wszystkie okna zostały zasłonięte roletami. Na żelaznym ogrodzeniu gdzieniegdzie zauważyłam rdzę. Rabatki przed domem porosły chwasty, a trawa była za długa. Zabrakło tu kogoś, kto dbałby o to miejsce. Zabrakło tu moich rodziców…

- Naomi, wszystko okey? – spytała Isabell.

- Tak, oczywiście – odpowiedziałam szybko ocierając pojedynczą łzę.

Wysiadłam z samochodu i otworzyłam tylne drzwi. Wciągając walizkę czułam na sobie wzrok przyjaciółki.

- Spotkamy się jutro?

- Muszę załatwić coś ważnego. Może…

- Naomi – przerwała mi brunetka, a ja spojrzałam na nią zdziwiona – Proszę, powiedz mi, że darujesz sobie ten pomysł z prywatnym detektywem.

Odwróciłam wzrok od niej. Jasne, że sobie go nie darowałam.

- Minęło tyle czasu. Przestań szukać odpowiedzi i zacznij żyć! – krzyknęła.

- Nie – warknęłam wyszarpując walizkę z tylnego siedzenia na chodnik – Zrozum ja muszę wiedzieć. Ktoś zamordował moich rodziców z uśmiechem na twarzy. Co byś zrobiła na moim miejscu?

- Przepraszam – wymamrotała.

- Ja też przepraszam – powiedziałam wciągając ze świstem powietrze – Za każdym razem, gdy patrzę w lustro widzę tę bliznę, a ona przypomina mi o nich.

- Już spokojnie – rzuciła Izzy głaszcząc po ramieniu.

Nie zauważyłam nawet, kiedy znalazła się koło mnie. Oddychałam głęboko trzymając się za brzuch, gdzie znajdowała się nieregularna, różowa szrama ciągnąca się przez żebra z lewej strony aż po prawe biodro. Miałam pieprzone szczęście, że wyszłam z tego cało, ale pewnie jakiś niepoinformowany obserwator pomyśli sobie, że jestem idiotką w pierwszej fazie ciąży.

- Nadal boli? – spytała szeptem brunetka.

- Nie tak bardzo jak świadomość, że straciłam ich na zawsze –odpowiedziałam markotnie.
- Dasz sobie sama radę? – zadała kolejne pytanie odsuwając mnie na długość swoich ramion i patrząc mi w oczy.

Pokiwałam głową choć byłam pewna, że nie.
- Jesteś dzielną dziewczyną. Pamiętaj, że zawsze będą z tobą – rzekła Isabell i pocałowała mnie w policzek.

- Pa – mruknęłam.

- No właśnie, wpadnę jutro wieczorem z Davidem – powiedziała i posyłając mi smutny uśmiech wsiadła do samochodu, a następnie z piskiem opon odjechała.

            Z przedniej kieszonki walizki wyciągnęłam pęczek kluczy. Biorąc głęboki oddech ruszyłam w stronę furtki. Nacisnęłam klamkę, która ustąpiła pod wpływem nacisku i bramka stanęła otworem z przeraźliwym skrzypnięciem. Nigdy nie była zamykana, więc tak pozostało do teraz. Idąc kamienną ścieżką prowadzącą do drzwi wszystkie wspomnienia powróciły.
            
           Była godzina pierwsza nad ranem. Chwiejnym krokiem wracałam z udanej imprezy Davida. Mówiąc udanej miałam na myśli opływającej w alkohol i różne używki. Wiedząc, że w domu czeka mnie bardzo ostra reprymenda ze strony moich rodziców nieśpiesznie przekroczyłam próg mojego podwórka. 
          Usłyszałam wrzask mamy. Cały alkohol wyparował z mojego organizmu i w ciągu sekundy stałam się ponownie trzeźwo myślącą osobą. Resztę drogi do drzwi przebiegłam. Wpadłam do środka i zilustrowałam wnętrze. Krewa, dużo krwi. Momentalnie zakręciło mi się w głowie. Zrobiłam parę kroków w przód, ale gwałtownie cofnęłam się widząc coś czego nigdy nie powinnam ujrzeć. Mój tata leżał na podłodze z poderżniętym gardłem. Jakby tego było mało jego ciało zostało zmasakrowane.
- Mamo! – wrzasnęłam przerażona.

Szok jaki przeżyłam nie pozwolił uronić mi ani łzy.

- Mamo! – wrzasnęłam ponownie nie słysząc odpowiedzi.

           Z kuchni wybiegła moja matka z wyraźnie wymalowanym strachem na twarzy. Jedną dłonią podpierała się o ścianę, a drugą trzymała za brzuch, na którym plama czerwieni ciągle się powiększała. Powoli podeszłam do mamy, ale ktoś mnie uprzedził. Za jej plecami znikąd pojawiła się czarna sylwetka. Chciałam krzyczeć, ale było za późno. Mroczny cień wbił nóż w plecy mojej rodzicielki. Kobieta upadła na ziemię i zaczęła krztusić się krwią. Stanęłam jak wryta. Nie wiedziałam, co robić. Zrozumiałam, że powinnam uciekać, bo rodzicom już nie pomogę. Odwróciłam się w stronę drzwi, aby wybiec i znaleźć się jak najdalej od tego miejsca, ale zostałam przewrócona z ogromną siła na podłogę. Oprawca odwróciła mnie do siebie twarzą. Na głowę założoną miał kominiarkę, ale to nie zmieniło faktu, że widziałam ten ohydny uśmiech i te ciemne, bezlitosne oczy.

- Tyle na to czekałem – warknął mężczyzna – Nie pozwolę ci tego zepsuć.

           Zamarłam. Krew w moich żyłach przestała płynąć, a powietrze nie chciało dotrzeć do płuc. Wszystko trwało chwilę. Strach przerodził się w ból. Nóż rozcinał powoli mój brzuch wywołując u mnie łzy. Próbowałam się uwolnić, ale morderca udaremnił mi to siadając na mnie okrakiem i przytrzymując jedną ręką moje nadgarstki. Zaczęłam błagać, aby to się skończyło. Błagałam o śmierć. Mężczyzna śmiał się nie przerywając swojej zabawy.

            Moim wybawcą okazał się dźwięk, którego tak bardzo nienawidziłam. Syreny policyjne mieszały się z moimi krzykami. Oprawca momentalnie zerwał się z miejsca i posyłając mi uśmiech uciekł tarasem. Jego ciemne oczy, śmiech oraz szyderczy uśmiech  były ostatnią rzeczą jaką ciągle przetwarzałam w głowie  przed straceniem przytomnością oraz jedyną rzeczą jaką widzę,  co noc w swoich snach.

            
            Otworzyłam drzwi. Weszłam po cichu do domu jakbym bała się, że kogoś obudzę. Na zewnątrz było już ciemno, więc odruchowo sięgnęłam dłonią do włącznika, którego miejsca nie zapomniałam. Mały korytarzyk zalało sztuczne światło. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz i ruszyłam dalej. Kółka walizki stukały o drewnianą podłogę, a dźwięk roznosił się po całym domu. Nacisnęłam kolejny włącznik i salon rozjaśnił się pod wpływem lampek wbudowanych w sufit. Wszystko takie samo. Ciemne mahoniowe meble, duża kanapa w musztardowym kolorze, a na naprzeciwko niej telewizor i inne sprzęty, którymi kiedyś mój tata zajmował się tak czule. Wszystko pokrywała warstwa kurzu. Przy samym wejściu do salonu stał niewielki stolik, który mama wiele lat temu przeznaczyła na ustawianie ramek ze zdjęciami. Popatrzyłam na pierwsze z nich. Byłam na nim razem z rodzicami w jakimś parku rozrywki. Oczy momentalnie zaszły mi łzami. Wzięłam ramkę do ręki i zostawiając walizkę gdzie stała padłam na kanapę wzbijając tumany kurzu. Kichnęłam i  postawiłam zdjęcie na masywnym stoliku, który został ustawiony przed sofą. Pozwoliłam żeby uśmiechnięte twarze rodziców patrzyły na mnie.
Zasypiałam z jedną myślą. Myślą, która przywiodła mnie z powrotem do Sydney. 
Odnajdę tego sukinsyna, żeby zapłacił za krzywdę jaką wyrządził moim rodzicom. 

___________________________________________________________

BOOM!
Witam wszystkich na moim nowym blogu.
Myślę, że będzie on o wiele ciekawszy i o wiele lepiej pisany od mojego poprzedniego.

Rozdziały tak typowo będą pojawiać się co tydzień.
Mam nadzieję, że będziecie niecierpliwie wyczekiwać na każdy kolejny post oraz, że wam się spodoba. :)